I CR 374/72
WyrokIzba Cywilna1972-09-07
Pełny tekst orzeczenia
Uzasadnienie faktyczneW dniu 13 maja 1971 r. w godzinach wieczornych strona pozwana nadała audycję telewizyjną pt. "Dom na Hrubieszowskiej". Przedstawiono w niej rozmowę mieszkańców tego domu, pokrzywdzonych decyzją odmawiającą im odszkodowania za wywłaszczenie części domu, a ściśle - za odjęcie im spółdzielczych praw do lokali w tym domu. W toku audycji jeden z rozmówców powiedział: "…byliśmy również w Stołecznej Radzie Narodowej u p. Anny M., radcy prawnego, która za pierwszym razem przeprosiła nas i powiedziała, że nie jest przygotowana, za drugim razem odwołała dlatego, że z jakiś przyczyn musiała gdzieś wyjechać, za trzecim razem, jak wreszcie dotarła do niej ta grupa osób za każdym razem zwalniających się z pracy, oświadczyła nam, że właściwie odszkodowanie nam się nie należy…".Tymi słowami poczuła się dotknięta powódka, która w drodze powództwa domaga się od pozwanej publicznego przeproszenia i stwierdzenia, że nie było żadnych podstaw do kwestionowania zarówno jej sumienności w pracy, jak i kwalifikacji zawodowych", a ponadto zasądzenia od pozwanej na rzecz PCK kwoty 10 000 zł i ogłoszenia treści wyroku w "Życiu Warszawy".Sąd Wojewódzki w przytoczonej wypowiedzi rozmówcy telewizyjnego dopatrzył się elementu "w pewnym stopniu" dyskwalifikującego powódkę jako pracownika. Wziął jednak pod uwagę, że przytoczone słowa wypowiedział człowiek skromny i prosty, który, nie mogąc od wielu lat doczekać się pozytywnego załatwienia, jego zdaniem słusznej sprawy - wpadł w stan zdenerwowania oraz dużego napięcia emocjonalnego.Rozmówca był rozgoryczony i swoje niezadowolenie z powodu przedłużających się pertraktacji kieruje pod adresem osoby, z którą bezpośrednio rozmawiał i która jego zdaniem, powinna była wydać dla niego korzystną opinię. Możność mówienia o swoich sprawach i bolączkach - jak ocenił Sąd Wojewódzki - do ogromnej rzeszy współobywateli za pośrednictwem telewizji jest zjawiskiem cennym i wobec tego nie należy osłabiać wysiłków, dążących do usprawnienia, ułatwienia, a częstokroć do przyjścia z pomocą ludziom bezradnym uwikłanym we własne sprawy.Jakkolwiek więc powódka poczuła się dotknięta słowami wypowiedzianymi pod jej adresem przez jednego z uczestników rozmowy, to jednak - zdaniem Sądu Wojewódzkiego - możność swobodnego wypowiedzenia się i wyrażenia swego poglądu na tematy nurtujące nie tylko pojedyncze osoby jest niezmiernie ważkim czynnikiem w naszym życiu społecznym i posiada wysoką rangę.Mając powyższą sytuację na uwadze, Sąd Wojewódzki uznał, iż powódka nie udowodniła, iż nadany w dniu 13 maja 1971 r. reportaż telewizyjny w jakiś sposób naruszył jej dobro osobiste i wobec tego powództwo oddalił. Powódka w swej rewizji zarzuca Sądowi Wojewódzkiemu naruszenie art. 23 i 24 kc oraz sprzeczność istotnych ustaleń z zebranym materiałem.Uzasadnienie prawneSąd Najwyższy zważył, co następuje:Z przytoczeń powódki zawartych w pozwie wynika, że fakty, które uczestnik audycji wymienił w przytoczonej wyżej wypowiedzi, rzeczywiście miały miejsce. Powódka bowiem przytoczyła, że gdy po raz pierwszy odwiedziła ją w biurze delegacja pokrzywdzonych, powiedziała im, że sprawy ich jeszcze nie zna, wobec czego uzgodniła z nimi termin rozmowy. Powódka przytoczyła, że w pierwszym uzgodnionym terminie nie doszło do rozmowy, bo oddelegowano ją do pracy w jakiejś komisji. Porównując te przytoczenia powódki z pierwszymi dwoma zdaniami (wyżej przytoczonej) wypowiedzi telewizyjnego rozmówcy, trzeba stwierdzić, że zdania te treścią odpowiadają przytoczeniom powódki. Dla potrzeb niniejszego procesu można je ocenić jako prawdziwe. Zawartą w niej prawdą nie można jednak naruszyć czci powódki. Zwrot o "nieprzygotowaniu" (w sensie niezapoznania się jeszcze z aktami) nie zawiera w sobie elementu kwestionującego kwalifikacje zawodowe prawnika. Te bowiem polegają na znajomości i umiejętności stosowania przepisów prawnych.Z powyższego wynika bezzasadność żądania zadośćuczynienia za rzekome kwestionowanie kwalifikacji zawodowych.Odnośnie trzeciego z faktów zachodzą rozbieżności. Powódka bowiem przytoczyła, że w drugim uzgodnionym terminie doszło do rozmowy z pokrzywdzonymi, że udział w niej wziął drugi prawnik, Radca K. i ciągnęła się ona przez 2 godziny, bo szukano podstawy prawnej umożliwiającej uwzględnienie żądań pokrzywdzonych, ale jej nie znaleziono. Natomiast telewizyjny rozmówca wysiłki te skwitował zwrotem "oświadczono nam, że właściwie odszkodowanie nam się nie należy". Jeżeli powyższe przytoczenie powódki odpowiada prawdzie (czego Sąd Najwyższy nie może sprawdzić, gdyż Wojewódzki nie ustalił przebiegu rozmów w terminie) to przytoczony zwrot z wypowiedzi rozmówcy musi od niej odbiegać. Jeśli zaś treść zwrotu zestawić z zabiegami pokrzywdzonych o rozmowę z koniecznym zwalnianiem się ich z pracy, obrazującymi znaczne wysiłki dla uzyskania pomocy u powódki, to słuchający audycji mógł dość łatwo dojść do oceny, że powódka zlekceważyła sobie pokrzywdzonych, że nie zadała sobie trudu pomożenia im, a nawet poważniej nie zastanowiła się nad prawną problematyką sprawy. Tę ostatnią ocenę nasuwa słówko "właściwie" w kontekście o nienależności odszkodowania.Lekceważenie przez pracownika organu administracji osób pokrzywdzonych, szukających u niego obecnej pomocy, dyskwalifikuje go. Przypisanie więc pracownikowi takiego lekceważenia narusza jego cześć.W takim stanie konkluzja Sądu Wojewódzkiego, że powódka nie udowodniła, by audycja z 13 maja 1971 r. naruszyła jakieś jej dobro osobiste, rozumiana w ten sposób, że przez przedstawienie jej jako niesumiennego pracownika nie naruszono jej czci, narusza przepisy art. 23 i 24 kc. Dodać należy, że konkluzja ta kłóci się z oceną wyrażoną w innym miejscu zaskarżonego wyroku (wyżej już raz przytoczoną), że wypowiedź telewizyjnego rozmówcy zawierała (…) "element dyskwalifikujący powódkę jako pracownika".Sąd Wojewódzki, co może wynikać z przytoczonych jego motywów, mógł też za prawdę uznać naruszenie czci powódki, gdyż doszło do niego w ramach krytyki mającej na celu zwalczania biurokracji. O tym celu audycji zeznał przesłuchany w charakterze strony Marian S. Krytyka podjęta w interesie społecznym jest działaniem pożytecznym i pożądanym. Dlatego przedstawienie w niej faktów, które rzeczywiście się zdarzyły, choćby one ujemnie świadczyły o osobie, która je wywołała lub w nich uczestniczyła, lub wierne rzeczywistości przedstawienie postępowania osoby, które było obiektywnie naganne, w zasadzie nie uprawnia danej osoby do żądania ochrony prawnej. Jeżeli jednak krytykujący w przedstawianiu faktów mija się z prawdą lub przedstawia fakty bez istotnych charakteryzujących je okoliczności, czym przepisuje krytykowanej osobie własności powszechnie uznane za dyskryminujące, którymi ta osoba w rzeczywistości się nie odznacza, to takiej krytyki nie można uznać za rzetelną i rzeczową. Taka zatem krytyka nie odejmuje naruszeniu czci znamion bezprawności i nie usprawiedliwia odmowy udzielenia ochrony prawnej osobie niesprawiedliwie skrytykowanej. Środek krytyki nie usprawiedliwia innej oceny. Właśnie zasięg przekazu telewizyjnego i masowość jego odbioru wymagają szczególnej ostrożności i wystrzegania się bezprawnego naruszenia czyjejś czci.Odmowę udzielenia ochrony prawnej osobie niesłusznie skrytykowanej może usprawiedliwiać nieznaczność naruszenia czci. Być może, że Sąd Wojewódzki i z tej przyczyny oddalił powództwo, bo jego zdaniem tylko "w pewnym stopniu" wypowiedź telewizyjnego rozmówcy zawierała "element dyskwalifikujący powódkę". Ocena sprawy z tego punktu widzenia (art. 5 kc) jednak nie jest możliwa, gdyż Sąd Wojewódzki nie ustalił wrażeń, jakie z omawianej audycji odnieśli przesłuchani świadkowie, jak również pominął zeznania stron, w których charakterystyczne jest zdanie Mariana S., że zamierzeniem redaktorów audycji było skrytykować powódkę jako "przedstawiciela biurokracji", tj. stosującą biurokratyczny tryb urzędowania.Jak wynika z motywów zaskarżonego wyroku, Sąd Wojewódzki usprawiedliwia wypowiedź telewizyjnego rozmówcy zdenerwowaniem, emocjonalnym napięciem i rozgoryczeniem. Być może, że i to zaważyło na treści wyroku. Jeżeli reportażowego charakteru audycja była nadawana “na żywo" w których to warunkach reporter nie mógł zapobiec treści wypowiedzi poszczególnych rozmówców, to za tę treść może odpowiadać tylko rozmówca. Jeżeli jednak audycja została najpierw nagrana i dopiero po pewnej adiustacji nadana, za jej treść odpowiadają redaktorzy, a za nich - zgodnie z odpowiednio zastosowanym art. 430 kc - strona pozwana. Z zeznań świadka M. wynika, że przedmiotowa audycja powstała w ów drugi sposób. Oddalenie zatem powództwa z powodu usprawiedliwienia wypowiedzi rozmówcy naruszałoby prawo.Z powyższej analizy zaskarżonego wyroku, którego główną wadą są braki ustaleń co do przebiegu trzeciego spotkania pokrzywdzonych mieszkańców "Domu na Hrubieszowskiej" z powódką - co do treści odczuć doznanych przez odbiorców audycji oraz wniosków, jakie im narzuciło trzecie zdanie wypowiedzi rozmówcy, a nadto co do sposobu powstania audycji, w dokonaniu których sąd rewizyjny nie może wyręczyć Sądu I instancji (art. 385 § 4 kpc), Sąd Najwyższy na podstawie art. 388 § 1 kpc orzekł jak w sentencji.Jeżeliby Sąd Wojewódzki po ponownym rozpoznaniu sprawy uznał powództwo za usprawiedliwione, powinien przy wyborze czynności potrzebnych do usunięcia skutków przypisania powódce lekceważenia stron mieć na uwadze wyżej przytoczone stwierdzenie, że w przedmiotowej audycji niezakwestionowano kwalifikacji zawodowych powódki.
Powołane przepisy
art. 23art. 5 kcart. 430 kcart. 385 § 4 kpcart. 388 § 1 kpc§ 4§ 1
Źródło: Baza Orzeczeń Sądu Najwyższego (sn.pl), pozyskano 19.07.2026.