Rw 15/66
PostanowienieIzba Wojskowa1966-01-27
Analiza orzeczenia
Sekcja wygenerowana przez AI na podstawie treści orzeczenia — nie stanowi cytatu.
Zagadnienie prawne
Czy Sąd pierwszej instancji prawidłowo ocenił materiał dowodowy i ustalił stan faktyczny, prowadząc do uniewinnienia oskarżonego, czy też jego ustalenia były jednostronne i niepoparte wszechstronną analizą dowodów?Ratio decidendi
Sąd Najwyższy uchylił wyrok uniewinniający, uznając, że Sąd pierwszej instancji nie dokonał wszechstronnej i obiektywnej analizy materiału dowodowego. Ustalenia faktyczne były jednostronne, a ocena zeznań świadków nosiła znamiona nierównego traktowania, co uniemożliwiło uznanie uniewinnienia za dostatecznie zasadne. Sąd pierwszej instancji nie wykazał należytego krytycyzmu wobec dowodów, zwłaszcza przy ponownym rozpoznaniu sprawy, co naruszyło zasady postępowania karnego.Stan faktyczny
Oskarżony Włodzimierz K. został uniewinniony przez Sąd Okręgu Wojskowego od zarzutu spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała nożem. Według aktu oskarżenia, oskarżony wszczął awanturę i uderzył pokrzywdzonego w oko. Sąd pierwszej instancji przyjął wersję obrony, według której oskarżony działał w obronie koniecznej, a pokrzywdzony sam wbił sobie nóż w oko. Prokurator zaskarżył wyrok, zarzucając naruszenie prawa materialnego i procesowego oraz jednostronną ocenę dowodów.Rozstrzygnięcie
Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok i przekazał sprawę Sądowi pierwszej instancji do ponownego rozpoznania.Pełny tekst orzeczenia
Skład orzekającyPrzewodniczący: sędzia płk M. Bieniaszewski.Sędziowie: płk W. Winawer (sprawozdawca), mjr E. Olczak.Prokurator: ppłk S. Zalewski.SentencjaSąd Najwyższy rozpoznał na posiedzeniu niejawnym, na skutek skargi rewizyjnej prokuratora, sprawę Włodzimierza K., uniewinnionego wyrokiem Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy z dnia 23 grudnia 1965 r. od zarzutu popełnienia przestępstwa z art. 235 § 1 lit. b) k.k.Wyrok ten został zaskarżony przez Prokuratora Pomorskiego Okręgu Wojskowego, który domagał się jego uchylenia z powodu naruszenia prawa materialnego i przepisów postępowania, a następnie skierowania sprawy do ponownego rozpoznania przez Sąd I instancji.Sąd Najwyższy, uwzględniwszy skargę rewizyjną prokuratora, postanowił uchylić wyrok Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego z dnia 23 grudnia 1965 r. w sprawie Włodzimierza K. i sprawę przekazać Sądowi I instancji do ponownego rozpoznania.Uzasadnienie faktyczneSąd Najwyższy wyraził następujący pogląd:1. Włodzimierz K. oskarżony był o to, że w dniu 26 grudnia 1964 r. około godz. 19,00 w N. wszczął awanturę z osobami cywilnymi, a następnie uderzył nożem w lewe oko Stanisława Lesława J., powodując u niego ciężkie uszkodzenie ciała w postaci przebicia górnej powieki oraz rogówki i twardówki oka, przy czym w akcie oskarżenia zawarty został następujący opis czynu zarzucanego oskarżonemu:Włodzimierz K. pełnił ostatnio służbę wojskową w JW w N1. W dniu 24 grudnia 1964 r. dowódca baterii K. wydał oskarżonemu Włodzimierzowi K., na jego prośbę, przepustkę do N2, ważną do dnia 26 grudnia 1964 r. Oskarżony Włodzimierz K., będąc na urlopie, udał się do swych rodziców zamieszkałych w miejscowości N3. W oznaczonym terminie oskarżony Włodzimierz K. nie powrócił do jednostki, natomiast udał się w dniu 26 grudnia 1964 r. wraz ze swym bratem Marianem do pobliskiej miejscowości N4, gdzie wypili wspólnie z innymi kolegami (łącznie pięć osób) 3/4 litra wódki.Z restauracji tej oskarżony K. wraz ze swym bratem udali się do swego wuja. W drodze powrotnej do N4 spotkali się około godz. 19,00 z nadchodzącymi od strony N4 Stanisławem J., Stanisławem S., Józefem B. i Lucjanem W.Po krótkiej rozmowie z wyżej wymienionymi oskarżony K. i jego brat postanowili udać się na zabawę do miejscowości N3, w związku z czym udali się razem ze wspomnianymi osobami cywilnymi w kierunku N. Będąc w N., zaczęli się żegnać, podając sobie ręce. Lucjan W. przy pożegnaniu podał Włodzimierzowi K. rękę w rękawiczce. K. obraził się o to i zwrócił mu uwagę, by wojskowemu ręki w rękawiczce nie podawał, a przy tym uderzył Lucjana W. ręką w twarz. Do tego wtrącił się Józef B., pytając oskarżonego K., dlaczego bezpodstawnie uderzył Lucjana W. Wtedy oskarżony K. uderzył również Józefa B. ręką w twarz. Brat oskarżonego Marian również uderzył Józefa B. i Lucjana W., w wyniku czego wywiązało się ogólne zamieszanie i szarpanina między wszystkimi wspomnianymi osobami. W tym czasie Włodzimierz K. wyjął z kieszeni scyzoryk, otworzył jego ostrze, podszedł do stojącego na boku Stanisława Lesława J. i uderzył go ostrzem wspomnianego noża w lewe oko, przebijając mu górną powiekę oraz rogówkę i twardówkę oka, w wyniku czego nastąpił całkowity wyciek gałki ocznej. Następnie Włodzimierz K. i jego brat Marian zbiegli do domu swych rodziców, a pozostali osobnicy cywilni odstawili rannego Stanisława Lesława J. do pogotowia, a następnie do szpitala.Sąd I instancji, uniewinniając oskarżonego, ustalił okoliczności czynu w następujący, odmienny od oskarżenia sposób:"W dniu 26 grudnia 1964 r., w godzinach popołudniowych, oskarżony wraz ze swym bratem Marianem udał się do pobliskiej miejscowości N4. Tutaj obaj weszli do gospody, kupili w bufecie 1/2 litra czystej wódki i usiedli przy stoliku, by ją wypić. Do ich stolika przysiedli się w tym czasie bracia Stanisław i Wiesław B. oraz Stanisław U., pełniący obecnie służbę zasadniczą. Stanisław i Wiesław B. kupili także 1/4 litra wódki. Całość, to jest 3/4 litra wódki, wypili po równej ilości oskarżony, jego brat Marian oraz Stanisław U. i bracia B. W tym samym czasie i w tej samej gospodzie, przy stoliku w sąsiednim pomieszczeniu, Lucjan W., Józef B., Stanisław S. i Stanisław J., mieszkańcy pobliskich miejscowości, wypili co najmniej 1 litr wódki.Po wypiciu 3/4 litra wódki oskarżony wraz ze swoim towarzystwem opuścił około godz. 18 gospodę w N4. Po wyjściu z niej Stanisław i Wiesław B. oraz Stanisław U. pożegnali się z oskarżonym i jego bratem, po czym odeszli. Oskarżony i jego brat poszli do zamieszkałego w N4 ich wuja, Władysława R., by dowiedzieć się o stanie zdrowia ich kuzyna, przebywającego w szpitalu w N4. Ponieważ żona R. nie wróciła jeszcze z odwiedzin u syna w szpitalu, oskarżony wraz z bratem opuścili po kilkunastu minutach dom Władysława R. i udali się w kierunku swego domu w N3. Idąc do domu, obaj bracia K. spotkali się z idącymi w ich kierunku i wracającymi z gospody w N4 Lucjanem W., Józefem B., Stanisławem S. i Stanisławem J. Wszyscy oni znali się nawzajem tylko z widzenia; jedynie Marian K. znał nieco bliżej Stanisława S.Wracający z gospody czterej młodzi ludzie byli podpici i dość głośno się zachowywali. Zaczepili oni oskarżonego i jego brata, przy czym w czasie rozmowy okazało się, że chcą oni iść do wsi N3 na zabawę. Do pójścia na tę zabawę zaczęli też namawiać oskarżonego i Mariana K. Chociaż ci ostatni nie zamierzali początkowo iść na tę zabawę, jednakże pod wpływem namowy tamtych czterech zgodzili się. Zawrócili więc i poszli wszyscy razem. Oskarżony Włodzimierz K., Lucjan W., Józef B. i Stanisław J. szli w jednej grupie, a kilkanaście metrów za nimi szli brat oskarżonego (Marian K.) i Stanisław S. Tak doszli oni do rozwidlenia dróg, w odległości kilkuset metrów od N4. Tutaj oskarżony zdecydował się zawrócić i oświadczył, że na zabawę nie pójdzie. Został wtedy przez jednego z trzech towarzyszących mu ludzi uderzony ręką w głowę. Był wówczas sam i w obawie przed nimi nie odpowiedział na tę zaczepkę, natomiast wyciągnął do Lucjana W. rękę na pożegnanie. Ten ostatni podał mu dłoń w rękawiczce. Oskarżony oświadczył na to, że człowiek dobrze wychowany nie podaje na pożegnanie dłoni w rękawiczce. Brat oskarżonego, Marian, który w tym czasie wraz ze Stanisławem S. już do nich doszedł, odsunął Lucjana W. i powiedział do oskarżonego: "Chodź, co się będziesz z takim żegnał". Wówczas oskarżony i jego brat zostali napadnięci przez Lucjana W., Stanisława S., Józefa B. i Stanisława J. Pobici zostali przez nich bardzo dotkliwie, tak że zaczęła im z twarzy ściekać krew. W pewnym momencie byli też kopani i przygniatani do ziemi, szczególnie Marian K. Oskarżony, który po pewnym czasie uwolnił się od napastników, widząc, że ci ponownie przejawiają zamiar pobicia go i odgrażają się, wyjął z kieszeni scyzoryk, otworzył go i trzymał w prawej dłoni ostrzem zwróconym do przodu. Jednocześnie głośno ostrzegł napastujących go osobników, żeby nie podchodzili, gdyż ma w ręku nóż. Nie zwracając jednak na to uwagi, Stanisław J. podbiegł do oskarżonego i uderzył go głową w brzuch, wbijając sobie w oko trzymany przez oskarżonego w prawej ręce scyzoryk. Oskarżony, na skutek otrzymanego ciosu, upadł na ziemię i wypuścił z dłoni rękojeść scyzoryka. Był to ostatni już akt napaści na oskarżonego, który podniósłszy się po upadku z ziemi, wraz ze swoim bratem zbiegł z miejsca zajścia i poszedł do wuja R., zamieszkałego w odległości około 300 metrów od owego rozwidlenia dróg. W mieszkaniu R. obaj bracia obmyli się z krwi, po czym, wziąwszy latarkę, wrócili jeszcze raz na miejsce zajścia poszukać czapki, która zginęła oskarżonemu. Znalazłszy ją, wrócili potem do swego domu. Należy dodać, że oskarżony poza obrażeniami cielesnymi miał także zerwany naramiennik munduru oraz podarte spodnie. Kurtka była także poplamiona krwią.Jeśli chodzi o Stanisława J., koledzy zaprowadzili go do ośrodka zdrowia, skąd przewieziono go następnie do Szpitala Ogólnego Nr 1 w N3. Według orzeczenia lekarskiego, utrata wzroku lewego oka u Stanisława J. w następstwie doznanego urazu wynosi 35 %."Uniewinnienie oskarżonego Sąd I instancji uzasadnił w sposób następujący:"Oskarżony do popełnienia zarzuconego mu aktem oskarżenia czynu przestępnego nie przyznał się. Wyjaśnił, że wyjął scyzoryk i otworzył we własnej obronie, w obawie przed dalszym pobiciem ze strony napastujących go osób, jednakże zamiarem jego było tylko odstraszenie napastników, a nie ugodzenie tymże scyzorykiem któregoś z nich. Z tego właśnie powodu jedynie ostrzegał, iż ma w ręku scyzoryk, jednakże nawet nie podniósł go do góry, by kogokolwiek nim ugodzić. Według jego wyjaśnień, Stanisław J. ugodził się scyzorykiem w oko sam, wtedy mianowicie, gdy rzucił się na niego z pochyloną głową i z zamiarem uderzenia go w brzuch.W sprawie niniejszej istnieją dwie wersje zajścia, zakończonego w sposób tak bardzo dotkliwy dla Stanisława J. Treść orzeczenia jest więc zależna od tego, którą z tych wersji przyjmuje się za wiarygodną. Inaczej mówiąc, czy na wiarę zasługuje obrona oskarżonego i czy prawdziwe są zeznania jego brata, Mariana, czy też prawdę mówią świadkowie drugiej strony, tj. J., S., B. i W. Należy tu jeszcze dodać, że oskarżony i jego brat z jednej, a W., B., J. i S. z drugiej strony są zainteresowani w tym, by jak najkorzystniej przedstawić swoją rolę i udział w zajściu.Według stanowczych zeznań W., B., S. i J. nie napastowali oni oskarżonego i jego brata ani też żadnego z nich nie uderzyli, natomiast sami byli przez nich bici i na to nie reagowali. Ponadto, jak zeznali, w gospodzie żadnych napojów alkoholowych nie pili, raczyli się tam tylko kawą, a poza tym nie zaczepiali braci K. w drodze powrotnej do domu i nie zamierzali iść z nimi na zabawę do wsi N3. Tymczasem sprawa przedstawia się tak, że poza J. nikt z tej czwórki nie może się legitymować żadnym urazem cielesnym doznanym w tej bójce. Chociaż dziwny wydaje się fakt całkowitej bierności ze strony czterech młodych i zdrowych ludzi i braku reakcji z ich strony na przejawy agresji ze strony dwóch tylko, a więc będących w mniejszości, braci K., to jednak z tego tylko, że B., S. i W. nie odnieśli żadnych obrażeń, nie można wyprowadzać stanowczego wniosku, iż nie mogli być oni napastowani przez braci K. Z drugiej jednak strony bracia K. odnieśli w tym zajściu szereg licznych obrażeń cielesnych, zwłaszcza na głowach, a także na innych częściach ciała.W aktach sprawy znajduje się zaświadczenie lekarskie, z którego wynika, że jeszcze w cztery dni po zajściu stwierdzono u Mariana K. otarcie naskórka na grzbiecie nosa, zasinienie powieki górnej i dolnej oka lewego, zasinienie powieki dolnej oka prawego oraz widoczny obrzęk w obrębie górnej wargi jamy ustnej. W tychże aktach sprawy znajduje się świadectwo lekarskie dotyczące oskarżonego, z którego wynika, że w zajściu doznał on podbiegnięć krwawych powieki dolnej oka prawego oraz okolic lewego stawu kolanowego. Badaniem lekarskim, przeprowadzonym w 5 dni po zajściu, stwierdzono u tegoż oskarżonego również bolesność uciskową przednich odcinków żeber dolnych po stronie lewej. Tego rodzaju obrażenia cielesne u oskarżonego i jego brata widoczne były jeszcze w kilka dni po opisanym zajściu. W dniu zajścia oraz w dniu następnym widziały je także u Mariana K. inne osoby, mianowicie świadkowie N., K., Z., A. i Bronisława K. Świadek zaś R. widział te obrażenia bezpośrednio po zajściu, kiedy bracia K. przyszli do jego domu obmyć się z krwi.Trzej ostatni z wymienionych świadków to krewni oskarżonego. Obcy są jednak pierwsi trzej, w tym N. i K. są funkcjonariuszami MO. Ich zeznania w tym względzie nie mogą więc budzić żadnych wątpliwości i zastrzeżeń. Znajdują one zresztą poparcie w poprzednio omówionych świadectwach lekarskich. Świadek K. zeznał jednak na rozprawie, że oskarżony i Marian K. mieli doznać tych obrażeń w czasie bójki na weselu odbywającym się w dniu 26 grudnia 1964 r. u B. Źródła tej wiadomości świadek K. nie potrafił podać. Przesłuchany w toku rozprawy na tę okoliczność w charakterze świadka wspomniany B. zeznał, że istotnie w owym dniu odbywało się u niego wesele jego córki, lecz oskarżonego i jego brata na tym weselu nie było; nie widział ich zresztą w tym dniu i - co najważniejsze - żadnej bójki wtedy u niego ani w mieszkaniu, ani w obejściu nie było. Skąd zatem w zeznaniach świadka K. wzięła się taka wersja? Odpowiedzi na to pytanie przewód sądowy nie dostarczył. W każdym razie zeznania świadka B. wyłączyły możliwość, żeby bracia K. doznali obrażeń cielesnych w jakimkolwiek innym zajściu, a nie w starciu z W., B., J. i S. Wprost przeciwnie, omówione wyżej dowody wskazują wyraźnie i jednoznacznie na to, że wspomnianych obrażeń cielesnych - i to dość dotkliwych - bracia K. doznali w zajściu z wymienionymi wyżej czterema osobnikami. Płynie stąd wniosek, również bezsporny i jednoznaczny, że W., B., S. i J. bądź pojedynczo, bądź też grupowo oraz wszyscy razem pobili oskarżonego i jego brata. Z tego wypływa z kolei dalszy, też jednoznaczny w swej wymowie wniosek, że S. J., B. i W. kłamią wyraźnie, gdy twierdzą w swoich zeznaniach, że ani razu żaden z nich nie uderzył któregokolwiek z braci K. Jeśli zaś tak, to jakaż gwarancja, że nie kłamią oni także wtedy, gdy mówią, iż w ogóle w gospodzie w N4 nie pili przed zajściem żadnych napojów alkoholowych. Jeśli bowiem kłamią co do jednego z najważniejszych faktów, to mogą kłamać również wtedy, gdy wypowiadają się co do innych faktów.Oskarżony wraz z bratem Marianem od samego początku twierdził - i nadal twierdzi - że w pięciu wypili razem 3/4 litra wódki. Mówią też oni o tym, że wódkę w gospodzie w tym czasie pili także W., B., J. i Ś. Przeczą jednak temu ci ostatni.W towarzystwie oskarżonego i jego brata pili wódkę także Stanisław U. oraz Stanisław i Wiesław B. Potwierdzają oni obronę oskarżonego i jego brata co do ilości wypitej przez nich wspólnie wódki. Świadek U. mówi nawet tylko o 1/2 litra wódki, jednakże stwierdzenia tego nie można przyjąć za prawdziwe aż tak, by dać mu wiarę, albowiem stoi ona w sprzeczności z tym, co mówił na ten temat sam oskarżony i jego brat oraz Stanisław i Wiesław B. Niezależnie od powyższego ci dwaj ostatni zeznali też, że widzieli, jak W., B., S. i J. pili w gospodzie wódkę. Stanisław B. powiedział wyraźnie i stanowczo, że widział, jak ci czterej osobnicy kończyli pić wódkę z jednej półlitrowej butelki, a potem rozpoczęli picie z drugiej półlitrowej butelki. Świadek ten określił nawet jej gatunek. Świadkowie Wiesław i Stanisław B. są ludźmi obcymi dla oskarżonego. Nie są w sprawie w ogóle zainteresowani. Stąd zeznania ich zasługują na wiarę. Ale gdyby nawet przyjąć, że tak być nie może, to brak z kolei podstaw, by ich zeznania w tym względzie potraktować jako niewiarygodne. Zeznaniami swoimi B. potwierdzają więc obronę oskarżonego i jego brata, a jednocześnie przeczą twierdzeniom W., J., S. i B. co do tego, że nie pili oni żadnej wódki. Ponieważ zaś - jak to już poprzednio stwierdzono - świadkowie ci są zainteresowani w tym, by w sposób jak najbardziej korzystny dla siebie przedstawić wersję wydarzeń, oraz ponieważ kłamią oni najwyraźniej, gdy przeczą temu, że bili oskarżonego i jego brata - przeto także i w tym fragmencie zdarzeń nie można im dać wiary. Trzeba zatem przyjąć, że w tym zakresie prawdę mówią zarówno oskarżony, jak i jego brat Marian. Przesłuchana w toku rozprawy w charakterze świadka Regina K., bufetowa gospody w N4, zeznała, że nie pamięta, by w dniu 26 grudnia 1964 r. podawała napoje alkoholowe W., B., J. lub S., przy czym nie pamięta nawet tego, czy byli oni wtedy w gospodzie. Tego rodzaju zeznania nie mogą oczywiście obalić obrony oskarżonego i zeznań Mariana K. oraz braci B. Nie potwierdzają też te zeznania tego, co mówią na ten temat W. i jego koledzy. Wydaje się jednak dziwne twierdzenie świadka Reginy K. gdy mówi, że krytycznego dnia w gospodzie było dużo ludzi i dlatego nie może pamiętać, kto w niej był, tym bardziej że - jak twierdzi - nie znała ona W. i jego kolegów, a jednocześnie ten natłok ludzi nie był dla niej przeszkodą do zauważenia i zapamiętania oskarżonego i jego brata, a także tego, co pili i czego nie pili. Ten dylemat, z braku dowodów, musi pozostać bez odpowiedzi.Krótko po zajściu, na prośbę matki oskarżonego, jej brat Józef A., rozmawiał z K. na temat pobytu w gospodzie w N4 świadków W., B., ,S. i J. Według jego zeznań Regina K., którą znał dobrze z tej racji, że do niedawna pracował także w Gminnej Spółdzielni "Samopomoc Chłopska" w N4, powiedziała mu wówczas, iż pokrzywdzony i jego trzej koledzy byli krytycznego dnia w gospodzie oraz że sprzedała im 1 litr wódki. Dodała przy tym, że chyba za to karana nie będzie. Świadek A. podczas konfrontacji z K. na rozprawie potwierdził powyższe i podał nawet miejsce, w którym rozmowa ta się toczyła. Regina K. temu - rzecz jasna - zaprzeczyła. Czy zeznania świadka Józefa A. mogą i muszą być odrzucone, jako nieprawidłowe, tylko z tej racji, że pochodzą z ust brata matki oskarżonego? Brak ku temu dostatecznych podstaw, tym bardziej że fakt picia wódki w gospodzie przez W. i jego kolegów, na podstawie przede wszystkim zeznań braci B., nie budzi żadnych wątpliwości.Czy można więc, jeśli tak jest, prośbę matki oskarżonego skierowaną do Reginy K. po pierwszej rozprawie w dniu 29 kwietnia 1965 r., kiedy to zawiadomiła ją o podaniu jej do Sądu w charakterze świadka w tej sprawie, potraktować jako nakłanianie do składania fałszywych zeznań (a mianowicie, że W. wraz z kolegami wypili wówczas 1 litr wódki), jeśli o tym fakcie dowiedziała się ona od swego brata Józefa A., a ten z kolei właśnie od K.? Wydaje się, że na te pytania materiały ujawnione na przewodzie sądowym nie pozwalają udzielić odpowiedzi twierdzącej. W tym jednak kontekście możliwa jest także do przyjęcia wersja świadka Bronisławy K., iż przyniosła ona Reginie K. kurę jako formę wynagrodzenia za trudy, jakie miałaby ona ponieść w czasie wyjazdu do N3 na rozprawę. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę, że matka oskarżonego jest analfabetką, prostą, wiejską kobietą. W tym środowisku spotyka się tego rodzaju formy wyrażania wdzięczności, które nie są traktowane jako łapówka. Zresztą gdyby to nawet miała być łapówka, to i tak z tego jednego faktu nie można wyciągnąć wniosku, że nieprawdę mówią Stanisław i Wiesław B. na temat picia alkoholu w gospodzie przez W. i jego trzech kolegów. Z drugiej strony trzeba stwierdzić, że K. nie przyjęła owej kury jako podarunku czy łapówki od Bronisławy K. Z zeznań świadka Reginy K. wynika nawet, że tego rodzaju formą wdzięczności bądź łapówki poczuła się urażona. Czy nie wpłynęło to jednak na usztywnienie postawy B. i jego żony w tej sprawie, na to mianowicie, że zaprzeczyli oni twierdzeniom Bronisławy K. i Józefa A. w danej sprawie? Zwłaszcza że świadek M. także nie potwierdził zarówno zeznań K., jak i zeznań Bronisławy K. na temat rozmowy o piciu wódki przez W. i kolegów, rozmowy toczącej się krótko po zajściu w lokalu posterunku MO w N4., a tylko zeznał, że nie przypomina sobie tego faktu, w szczególności zaś tego, iż K. miał wówczas powiedzieć, że wie od żony o piciu wódki w gospodzie przez W. i kolegów. Świadkowie B. i S. zeznali podczas rozprawy, że oskarżony i jego brat byli przed zajściem pijani i że zatrzymywali nawet jadący drogą samochód osobowy, prowadzony przez R. Ten ostatni, przesłuchany w charakterze świadka na rozprawie, kategorycznie temu zaprzeczył. Jest to jeszcze jeden dowód na to, że ta grupa świadków mija się z prawdą i jest zainteresowana w tym, by jak najbardziej obciążyć oskarżonego i jego brata.Oskarżenie twierdzi, że jeśli Włodzimierz oraz Marian K. byli niewinni, jeśli zostali pobici, to powinni byli natychmiast zawiadomić władze powołane do ścigania przestępstw i zgłosić się do lekarza, by uzyskać potwierdzenie doznanych obrażeń. Skoro nie uczynili tego natychmiast, ale dopiero po kilku dniach, to fakt ten przemawia na ich niekorzyść. Oskarżony - według tezy oskarżenia - nie powinien był także uciekać po zatrzymaniu go, wkrótce po zajściu, przez milicjantów N. i K. Oskarżony jednak na ten temat powiada, że był w owym czasie w domu nielegalnie, bez wiedzy i zgody przełożonych, nie chciał więc, by przez zatrzymanie go zostało to przed jego przełożonymi ujawnione. Wydaje się, że to tłumaczenie się jest logiczne i z punktu widzenia oskarżonego przekonywające, tym bardziej że nie znał - w momencie ucieczki - faktycznej podstawy zatrzymania go przez organa MO. Jako powód tego zatrzymania podano mu bowiem niezameldowanie się w posterunku MO po przyjeździe na rzekomy urlop. Czy jednak wnioski, jakie z tych faktów urząd prokuratorski wyciąga, są słuszne i obalają obronę oskarżonego oraz jego brata, którzy twierdzą, że poszli do lekarza dopiero po kilku dniach dlatego, iż dowiedzieli się o niepomyślnym dla nich obrocie sprawy? W każdym razie fakty te nie mogą stanowić dowodu winy oskarżonego.Reasumując całokształt dotychczasowych rozważań, należy więc dojść do wniosku, że przewód sądowy nie tylko nie dostarczył dostatecznych dowodów pozwalających na przyjęcie za udowodnioną tezy oskarżenia oraz że Włodzimierz K. i jego brat Marian K. byli napastnikami, lecz przeciwnie, pozwolił na przyjęcie innej tezy, a mianowicie tej, że nie oskarżony i jego brat, lecz W., B., S. i J., po uprzednim wprawieniu się w stan nietrzeźwości, dopuścili się czynnej napaści na tegoż oskarżonego i jego brata, których dotkliwie i bez żadnego uzasadnionego powodu pobili.Jeżeli zatem napastnikami byli W., B., S. i J., jeżeli bili oni oskarżonego i jego brata, jeżeli zadawali im dotkliwe ciosy i obrażenia i jeżeli do końca wykazywali agresywną względem nich postawę i takież zamiary, to oskarżony wraz z bratem swoim mieli prawo się bronić. Działanie tych czterech osobników było bowiem bezprawne, a ich agresja bezpośrednia. Przepis art. 19 § 1 k.k.W.P. nie określa środka, jakiego należy użyć lub jakiego można użyć w celu odparcia bezprawnego i bezpośredniego ataku na życie i zdrowie człowieka. Przepis ten wymaga jedynie, by środek użyty w obronie koniecznej był współmierny, by stanowił dostateczną i wystarczającą ochronę dobra własnego. W tym wypadku oskarżony chronił swoje życie i zdrowie. Miał prawo obawiać się jeszcze dalszych i gorszych następstw ze strony napastujących go osobników, po których stronie była liczebna przewaga.Że to jego przekonanie i przypuszczenie było realne, świadczy o tym fakt, iż J. rzucił się na niego i głową uderzył go w brzuch, nawet już po ostrzeżeniu, że oskarżony ma w ręku scyzoryk. Napastnicy, konkretnie zaś J., nie zwracali na to najmniejszej uwagi. W tej sytuacji oskarżony miał nawet prawo - zdaniem Sądu - nie tylko ostrzec o posiadaniu scyzoryka, lecz nawet nim uderzyć. Tymczasem oskarżony nie uderzył, a tylko zagroził użyciem scyzoryka, trzymanego w opuszczonej ku dołowi dłoni. J. uderzył oskarżonego głową w brzuch. Oskarżony trzymał w tym czasie otwarty scyzoryk, ostrzem skierowany do przodu, w opuszczonej ku dołowi dłoni prawej ręki, mniej więcej na wysokości zamierzonego przez J. ciosu. Mógł więc J., uderzając głową w brzuch oskarżonego, jednocześnie wbić sobie w lewe oko ostrze trzymanego przez oskarżonego scyzoryka. Sposób trzymania tego narzędzia przez oskarżonego, kierunek, z którego napastował go J., sposób tej napaści i charakterystyczne przy tym pochylenie się napastnika mogą tłumaczyć i - zdaniem Sądu - tłumaczą charakter i rodzaj obrażenia doznanego przez J. Skoro ponadto oskarżony nie spodziewał się, że taki skutek może nastąpić, i skoro nie trzymał zbyt silnie rękojeści scyzoryka, którego nie zamierzał użyć w tym momencie - to jest zupełnie możliwe, że przy upadku, po otrzymaniu bardzo bolesnego ciosu głową w brzuch, mógł bezwiednie i w sposób dla siebie niewytłumaczalny wypuścić rękojeść scyzoryka z dłoni. To tłumaczyłoby z kolei fakt, że ostrze scyzoryka pozostało w oku K.W aktach brak jest przy tym jakiegokolwiek dowodu w postaci świadectwa lekarskiego na potwierdzenie, że J. został tym scyzorykiem uderzony przez oskarżonego jeszcze przedtem w dłoń lewej ręki. Szereg świadectw dotyczących zdrowia pokrzywdzonego nie wymienia w żadnym z nich tego rodzaju obrażenia cielesnego. Mówi o nim tylko J., ale przecież świadek, zainteresowany w sprawie i mijający się z prawdą (o czym poprzednio była już szeroko mowa), również i tutaj może kłamać. Mógł on tego urazu doznać w inny sposób, a nawet wcześniej lub później, a nie w tej bójce. Nie ma żadnego dowodu na potwierdzenie tego, że ów uraz (jeśli w ogóle istniał) powstał u niego właśnie wówczas. Samo twierdzenie J. w tym względzie nie może z powodów przytoczonych wyżej stanowić dowodu wystarczającego, pewnego i wiarygodnego.Tak więc przyjmując obronę oskarżonego za wiarygodną i wystarczająco potwierdzoną w toku przewodu sądowego, a także opierając się na art. 19 § 1 k.k.W.P., należało tegoż oskarżonego od zarzutu popełnienia przestępstwa z art. 235 § 1 lit. b) k.k. uniewinnić."2. Należy zgodzić się z zarzutem skargi rewizyjnej prokuratora, że ustalenia dotyczące stanu faktycznego dokonane przez Sąd I instancji są jednostronne, gdyż nie zostały one oparte na wszechstronnej analizie i ocenie dostępnego materiału dowodowego. Dlatego również uniewinnienia oskarżonego nie można uznać w konsekwencji za dostatecznie zasadne.W stosunku do zapadłego wyroku należy wysunąć następujące zarzuty:a) Sprawa była rozpoznawana przez Sąd I instancji po raz drugi, przy czym poprzednio zapadł wyrok skazujący, który nie został utrzymany w mocy przez Sąd Najwyższy. W związku z powyższym w toku drugiej rozprawy świadkowie, zwłaszcza ci zainteresowani wynikiem sprawy, mieli już możność przystosowania i skorygowania swoich zeznań w sposób, który by odpowiadał ich zamierzeniom. Jeżeli art. 218 k.w.p.k. przewiduje - jako obligatoryjne - usunięcie z sali rozpraw świadków, którzy jeszcze nie składali zeznań, to przepis ten ma na celu uzyskanie od świadków zeznań nie pozostających pod wpływem wyjaśnień oskarżonego i zeznań innych świadków. Oczywiście, jeżeli rozprawa jest powtarzana, to mimo że w dalszym ciągu obowiązuje przepis o usunięciu świadków z sali rozpraw, sytuacja ulega zasadniczej zmianie, gdyż świadkowie mogą znać nie tylko treść wszystkich już zebranych dowodów, lecz nawet ich ocenę ze strony sądu i krytykę jej oceny ze strony Sądu Najwyższego. Dlatego też przy powtórnym prowadzeniu rozprawy sąd powinien uwzględniać tę sytuację i ze szczególną uwagą badać, czy między zeznaniami składanymi na obu rozprawach zachodzą różnice, a jeśli tak, to rozważyć, czy ujawnione zmiany zeznań nie są następstwem tego, że zeznający znają treść innych dowodów i ich ocenę dokonaną przez sąd. Zachodzi tu pewna analogia z ujawnieniem i oceną rozbieżności między zeznaniami złożonymi w postępowaniu przygotowawczym i na rozprawie, z tym jednak zastrzeżeniem, że w drugim wypadku istniejące rozbieżności w mniejszym stopniu niż w wypadku pierwszym mogą wskazywać na świadomą tendencyjność składanych przez świadków zeznań, gdyż akta postępowania przygotowawczego i zebrane w nich dowody nie są znane świadkom, natomiast przebieg i wynik poprzedniej rozprawy jest świadkom znany.Przy powtórnym prowadzeniu rozprawy sąd powinien także ze szczególną ostrożnością i krytycyzmem rozważyć i oceniać nowe wersje wysuwane przez oskarżonego oraz nowe dowody przeprowadzone na jego wniosek, które mają uzasadnić te wersje. W szczególności sąd powinien dokładnie wyjaśnić, dlaczego te nowe wersje nie były przez oskarżonego wysuwane i dlaczego nie zgłoszono wniosku o przeprowadzenie nowych dowodów w toku pierwszej rozprawy.W rezultacie należy dojść do wniosku, że ponowna rozprawa nie może być prowadzona w oderwaniu od poprzedniej, co oznacza, że sąd powinien stale śledzić, czy między dowodami uzyskanymi na obu rozprawach zachodzą różnice, a jeśli tak, to ujawniać te różnice i oceniać je, uwzględniając w szczególności to, iż treść dowodów uzyskanych na pierwszej rozprawie oraz ich ocena ze strony sądów obu instancji jest znana zarówno świadkom jak i oskarżonemu. Nie oznacza to oczywiście, żeby sąd przy ponownym rozpoznaniu sprawy był związany oceną dowodów zastosowaną przez sąd poprzedni. Na odwrót, sąd nie powinien się sugerować nawet w najmniejszym stopniu tą oceną, a odtwarzając dowody z poprzedniej rozprawy, ma obowiązek ocenić je całkowicie samodzielnie. Nie może jednak sąd przy ponownym rozpoznaniu sprawy pomijać całkowicie dowodów uzyskanych na rozprawie pierwszej i niejako a priori dawać pierwszeństwo dowodom, które bezpośrednio przeprowadził.Do zasad tych przy ponownym rozpoznaniu sprawy Sąd I instancji się nie zastosował, jak to wykażą dalsze rozważania.b) Sąd I instancji jedynie w wypadku zeznań świadka J. sięgnął do materiałów poprzedniej rozprawy, jakkolwiek również w zeznaniach innych świadków oraz w wyjaśnieniach oskarżonego zachodziły istotne sprzeczności, których ujawnienie i ocena mogłyby doprowadzić do innych wniosków niż te, które poczynił Sąd I instancji przy rozpoznawaniu sprawy po raz drugi.I tak oskarżony Włodzimierz K. w śledztwie ani słowem nie wspomina o incydencie z podaniem ręki w rękawiczce, jak gdyby chciał ten fakt ukryć. O uderzeniu głową w brzuch przez J. mówi niepewnie ("widocznie chciał mnie uderzyć w brzuch, nawet uderzył"). Nic też nie mówi o tym, by doznał obrażeń ciała. Na I rozprawie zjawia się wersja z zatargiem na tle jakichś zdarzeń z czasów lekcji religii oraz incydent z podaniem ręki w rękawiczce. Ani w śledztwie, ani na I rozprawie oskarżony nic nie mówi o tym, żeby po zajściu miał się udać z bratem do swego wuja, gdzie obaj się myli, a następnie udali się na poszukiwanie czapki. Na II rozprawie oskarżony po raz pierwszy mówi o tym, że został silnie pobity i że podarto mu cały mundur. Po raz pierwszy na II rozprawie wysuwa oskarżony wersję, że po zajściu był u swego wuja, gdzie obaj z bratem myli się, a następnie udali się na poszukiwanie czapki. Pomimo wyraźnej rozbieżności między wyjaśnieniami oskarżonego składanymi w śledztwie, na I rozprawie i na II rozprawie - Sąd nie ujawnił i nie rozważył tych sprzeczności, dając w pełni wiarę wyjaśnieniom złożonym przez oskarżonego na II rozprawie.Również bezkrytycznie ustosunkował się Sąd do zeznań brata oskarżonego, Mariana K. Pomijając różne wersje przebiegu bójki wysuwane przez tego świadka w śledztwie, na I rozprawie i na II rozprawie, co jest poniekąd wytłumaczalne skomplikowanym charakterem tego rodzaju zdarzeń, Sąd pominął zasadnicze sprzeczności w zeznaniach tego świadka. Tak więc w śledztwie Marian K. twierdził, że ani on, ani jego brat nie mieli noża i nikt nożem nie uderzył. Na I rozprawie w dalszym ciągu nic nie wie o nożu, ale słyszał, jak brat mówił, by do niego nie podchodzić, bo ma nóż w ręku. Na II rozprawie mówi, że rzekomi napastnicy w restauracji pili wódkę, choć nie mówił o tym na I rozprawie. Na II rozprawie po raz pierwszy mówi, że po zajściu poszli do wuja. Po czapkę wrócili przed wizytą u wuja (rozbieżność z wyjaśnieniami oskarżonego). Nic nie mówi o tym, by u wuja obmywali się z krwi.Także i tych rozbieżności w zeznaniach Mariana K. Sąd nie zauważył.Na I rozprawie świadek Stanisław B. zeznał, że na stole, przy którym siedział J. ze swoim towarzystwem, stało pół litra wódki. Na II rozprawie twierdzi, że zakupili oni jeszcze pół litra wódki. Na I rozprawie świadek ten zeznaje, że towarzystwo J. zachowywało się dobrze. Na II rozprawie już tego świadek stwierdzić nie może.Świadek Wiesław B. na I rozprawie twierdzi, że Włodzimierz i Marian K. nie pili alkoholu. Na drugiej rozprawie przyznaje, że alkohol pili, gdyż zapewne już wie, że wyżej wymienieni ten fakt na I rozprawie przyznali.Pomimo tych rozbieżności w zeznaniach B., Sąd głównie na ich podstawie ustalił, że J., S., W. i B. pili wódkę i byli w stanie nietrzeźwości.c) Wyżej przytoczone zostały zeznania osób, którym Sąd w sposób bezkrytyczny dał w całości wiarę, jakkolwiek w wyroku słusznie stwierdził, że w sprawie istnieją właściwie tylko dwie grupy świadków, i to zainteresowanych wynikiem sprawy, i że w związku z tym należy się ustosunkować do ich zeznań ze szczególną ostrożnością. Jednakże Sąd nie trzymał się tej zasady, dając w całości wiarę oskarżonemu i świadkom obrony, choć niejednokrotnie mówili oni nieprawdę i zeznania ich zawierały sprzeczności, natomiast w całości odrzucił zeznania J., S., W. i B., ponieważ w niektórych kwestiach, zdaniem Sądu, zeznali nieprawdę.Błędne jest zresztą twierdzenie sądu, że w sprawie niniejszej, w której znajdują się przeciwstawne sobie zeznania dwóch zainteresowanych grup świadków, istnieje tylko możliwość dania wiary zeznaniom jednej z tych grup. Nawet najbardziej zainteresowani świadkowie nie mówią wyłącznie nieprawdy i właśnie zadaniem sądu jest wyłuskać z ich zeznań prawdę cząstkową. Temu ma służyć obiektywny krytycyzm sądu w stosunku do wszystkich zebranych dowodów. Jednakże przy analizie materiałów niniejszej sprawy Sąd takiego krytycyzmu nie wykazał.Według ustaleń wyroku zajście zaczęło się od tego, że oskarżony znienacka został uderzony w twarz, lecz na to nie zareagował. Obraził się natomiast i zareagował oskarżony dopiero wówczas, gdy następnie W. na pożegnanie podał mu rękę w rękawiczce. Czy wersja ta jest prawdopodobna? Oskarżony nie reaguje na uderzenie w twarz i spokojnie wyciąga do napastników rękę na pożegnanie, reaguje zaś w chwilę potem, gdy rzekomy napastnik podaje mu rękę w rękawiczce. Czy nie jest prawdopodobniejsza odwrotna kolejność zdarzeń wysuwana przez świadków "oskarżenia", że to oskarżony pierwszy zareagował uderzeniem na podanie mu ręki w rękawiczce?Oskarżony twierdzi, że trzymał nóż w ręce opuszczonej ku dołowi i że J. wbił sobie nóż w oko wówczas, gdy uderzył oskarżonego głową w brzuch. Sąd, przyjmując tę wersję, nie rozważył jednak, czy tego rodzaju przebieg zdarzeń jest prawdopodobny. Wydaje się, że jeśli oskarżony trzymał nóż w opuszczonej ku dołowi ręce, to nóż ten był poniżej poziomu jego brzucha. J. musiałby więc dążyć do uderzenia oskarżonego głową w okolicę uda, co chyba jest sprzeczne z doświadczeniem życiowym. Przyjmując zresztą tak mało wiarygodną wersję, Sąd powinien był przynajmniej zbadać historię choroby J. i przesłuchać leczącego go lekarza, aby ustalić czy rana, której doznał pokrzywdzony, mogła być w ten sposób zadana.Należy zresztą stwierdzić, iż przy przyjęciu, że agresorami byli wyłącznie J. i jego towarzysze i że oskarżony jedynie bronił się i trzymał nóż w ręku, uprzedzając o tym w dodatku napastników, powoływanie się przez Sąd - przy uniewinnieniu oskarżonego - na działanie w stanie obrony koniecznej było błędne. Przy tak ustalonym stanie faktycznym oskarżony w ogóle nie uczynił nic, co byłoby sprzeczne z prawem, i w czynie jego brak cech przestępstwa. Gdyby jednak zająć stanowisko, że bójkę z J. i jego towarzyszami rozpoczął oskarżony, a nawet tylko kontynuował tę bójkę, to samo wyciągnięcie noża i trzymanie go jedynie w pozycji obronnej stanowiłoby także przestępstwo określone w art. 240 § 1 k.k., przy czym oskarżony, jako uczestnik bójki, nie mógłby się zasłaniać obroną konieczną.Z faktu, że oskarżony i jego brat mieli ślady pobicia, Sąd słusznie ustalił, że J. i jego towarzysze nie byli bierni i pobili braci K. Wydaje się jednak, że Sąd I instancji dość bezkrytycznie dał wiarę zeznaniom świadka R. (wuja oskarżonego i jego brata), który zeznał, że obaj oni byli posiniaczeni, zakrwawieni, a oskarżony Włodzimierz K. miał podarty mundur. Jak już wskazano wyżej, Sąd nie wyjaśnił, dlaczego świadek ten zjawił się dopiero na drugiej rozprawie i dlaczego ani w śledztwie, ani na I rozprawie bracia K. nic nie mówili o tym, że po zajściu byli u swego wuja.Jak zaznaczono wyżej, istniały podstawy do uznania, że bracia K. zostali pobici. Nie było jednak podstawy do wyolbrzymiania tego pobicia. Ze świadectw lekarskich nie wynika, by bracia K. doznali jakichś istotnych uszkodzeń ciała. Jest zaś charakterystyczne, że do lekarza zgłosili się oni nie dla uzyskania pomocy, lecz dopiero w kilka dni po pobiciu, gdy już wiedzieli o wszczęciu postępowania karnego. Sąd nie wyjaśnił także, co się stało z rzekomo podartym i zakrwawionym mundurem, skoro następnego ranka oskarżony już wrócił do jednostki i nikomu o zajściu nie meldował.O stosowaniu przez Sąd nierównej miary do oceny prawdziwości zeznań świadków obrony i pozostałych świadków najwyraźniej świadczy to, że Sąd w pełni wierzy świadkowi A., bratu matki oskarżonego, oraz matce oskarżonego, a nie wierzy zupełnie nie zainteresowanemu w sprawie świadkowi Reginie K. Świadek A., który jako świadek także zjawił się dopiero na drugiej rozprawie, twierdzi, że K. oświadczyła mu, iż w restauracji podawała J. i jego towarzystwu alkohol. K. twierdzi, że nic takiego A. nie mówiła, nie pamięta zaś, czy alkohol podawała. Pomimo to Sąd wierzy A., a nie K., choć zeznania tej ostatniej są obiektywnie i oskarżonego nie obciążają. K. zresztą jest żoną funkcjonariusza MO, który choć zatrzymał oskarżonego, nie obciąża go i obiektywnie stwierdza na jego korzyść, że u Mariana K. dostrzegł ślady pobicia.Tak samo odrzuca Sąd zeznania obojga małżonków K., gdy stwierdzają, że matka oskarżonego Bronisława K. usiłowała skłonić K. do złożenia korzystnych dla jej syna zeznań. I w tej kwestii Sąd daje wiarę zainteresowanemu świadkowi Bronisławie K., choć fakt usiłowania wręczenia przez nią Reginie K. kury w związku z powołaniem K. w charakterze świadka jest bezsporny. Zapewne, w czynie Bronisławy K. - biorąc pod uwagę jej niski stopień rozwoju - można się nie dopatrzyć cech podżegania do fałszywych zeznań, jednakże nie można widzieć w jej działaniu montowania korzystnych dla oskarżonego dowodów.3. Instancja rewizyjna nie narzuca Sądowi I instancji stosowania takiej czy innej oceny dowodów i skazania oskarżonego K. Instancja rewizyjna nie może jednak przejść do porządku nad brakiem dostatecznego obiektywizmu i krytycyzmu w ocenie wszystkich dowodów. Nie tylko skazanie, lecz i uniewinnienie oskarżonego musi być oparte na gruntownej analizie dowodów. W razie nie dających się usunąć wątpliwości sąd może i powinien przyjmować wersje najkorzystniejsze dla oskarżonego. Taka metoda czynienia ustaleń stanowi jednak ultima ratio i nie może zwolnić sądu od obowiązku dążenia do ustalenia prawdy na podstawie głębokiej i krytycznej analizy zebranych dowodów.Wyrok Sądu I instancji, jak to wykazano wyżej, grzeszy brakiem takiej analizy i dlatego nie może być utrzymany w mocy.
Powiązane orzeczenia
- Rw 618/74 1974-12-16Czy sąd pierwszej instancji prawidłowo ocenił dowody i uzasadnił wyrok skazujący, uwzględniając wszystkie okoliczności przemawiające za i przeciw oskarżonemu?
- IV KR 60/81 1981-04-15Czy sąd pierwszej instancji prawidłowo ocenił materiał dowodowy i zastosował przepisy postępowania karnego, uniewinniając oskarżonego od zarzutu podpalenia ze skutkiem śmiertelnym?
- V KR 78/78 1978-05-20Czy sąd pierwszej instancji prawidłowo ocenił materiał dowodowy i przypisał oskarżonemu czyny, jeśli uzasadnienie wyroku nie w pełni odpowiadało wymogom formalnym, a oskarżony odwołał swoje przyznanie się do winy złożone…
- III KR 302/73 1973-12-14Czy sąd pierwszej instancji, uniewinniając oskarżonego od zarzutu przyjęcia pieniędzy uzyskanych w drodze przestępstwa, dokonał prawidłowej oceny materiału dowodowego, czy też popełnił błąd w ustaleniach faktycznych pole…
- Rw 376/78 1978-10-28Czy sąd pierwszej instancji prawidłowo ocenił dowody i ustalił stan faktyczny, co doprowadziło do błędnej kwalifikacji prawnej i rażąco surowych kar?
Powołane przepisy
art. 235 § 1art. 19 § 1 KKart. 218art. 240 § 1 KK§ 1
Źródło: Baza Orzeczeń Sądu Najwyższego (sn.pl), pozyskano 13.07.2026.