I K 1166/51

WyrokIzba Cywilna1952-06-05

Analiza orzeczenia

Sekcja wygenerowana przez AI na podstawie treści orzeczenia — nie stanowi cytatu.

Zagadnienie prawne
Czy Sąd Najwyższy powinien uchylić wyrok Sądu Wojewódzkiego w Krakowie w części dotyczącej oskarżonego Jana M. i przekazać sprawę do ponownego rozpoznania, biorąc pod uwagę zarzuty rewizji Prokuratora i oskarżonych dotyczące błędnej oceny okoliczności faktycznych, wadliwości postępowania dowodowego oraz niewłaściwej kwalifikacji prawnej czynu?
Ratio decidendi
Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok w części dotyczącej oskarżonego Jana M. i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania, uznając, że postępowanie dowodowe było wadliwe. W szczególności, nie wyjaśniono należycie współwiny wszystkich kierowców uczestniczących w wypadku, a opinia biegłego była nielogiczna i sprzeczna z doświadczeniem życiowym. Sąd Najwyższy stwierdził również, że czyn oskarżonego Jana M. może wykraczać poza ramy art. 242 § 1 i 286 § 1 k.k., a wchodzić w zakres art. 215 k.k. (sprowadzenie niebezpieczeństwa powszechnego).
Stan faktyczny
Sąd Wojewódzki w Krakowie skazał Jana M. za naruszenie przepisów ruchu drogowego, które doprowadziło do zderzenia pojazdów i spowodowania niebezpieczeństwa. Oskarżony Edward K. został uznany winnym powierzenia prowadzenia pojazdu osobie nieposiadającej kwalifikacji. Wyrok zaskarżyli zarówno Prokurator, jak i oskarżeni. Rewizja Prokuratora wnosiła o skazanie na podstawie art. 215 § 1 k.k., zarzucając błędną ocenę okoliczności faktycznych. Rewizja oskarżonych kwestionowała oddalenie wniosku o przesłuchanie drugiego biegłego oraz błędną ocenę kwalifikacji Jana M. i przypisanie winy przypadkowi.
Rozstrzygnięcie
Sąd Najwyższy uchylił zaskarżony wyrok w części dotyczącej oskarżonego Jana M. i przekazał sprawę temuż Sądowi do ponownego rozpoznania.

Pełny tekst orzeczenia

Skład orzekającyPrzewodniczący: sędzia T. Cyprian; Sędziowie: J. Haber, A. Bachrach (sprawozdawca); Prokurator: H. Rajzman.SentencjaSąd Najwyższy w sprawie Edwarda K. i Jana M., oskarżonych z art. 286 § 1 i 242 § 1 k.k., po rozpoznaniu rewizji Prokuratora i oskarżonych od wyroku Sądu Wojewódzkiego w Krakowie z dnia 20 kwietnia 1951 r., na podstawie art. 375, 383 pkt 2 i 3, 388 k.p.k. uchylił zaskarżony wyrok (...) i w części dotyczącej oskarżonego Jana M. sprawę przekazał temuż Sądowi do ponownego rozpoznania.Uzasadnienie faktyczneSąd Wojewódzki w Krakowie wyrokiem z dnia 20 kwietnia 1951 r. uznał oskarżonego Jana M. za winnego tego, że naraził życie ludzi na bezpośrednie niebezpieczeństwo prowadząc samochód oddany mu do kierowania przez oskarżonego Edwarda K. zbyt szybko, nieostrożnie i niezgodnie z przepisami o ruchu pojazdów mechanicznych na drogach publicznych, nie mając nadto odpowiednich kwalifikacji do kierowania powierzonym mu samochodem, w wyniku czego spowodował rozbicie furmanki i zderzenie z drugim samochodem, i skazał go na zasadzie art. 242 § 1 k.k. na karę więzienia przez 1 (jeden) rok.Wyrok Sądu Wojewódzkiego zaskarżyli: Prokurator Wojewódzki i wspólną rewizją obaj oskarżeni.Rewizja Prokuratora wnosi o uchylenie zaskarżonego wyroku i skazanie oskarżonych zgodnie z aktem oskarżenia na podstawie art. 215 § 1 k.k., zarzucając błędną ocenę okoliczności faktycznych, przyjętych za podstawę wyroku. Według rewizji Sąd Wojewódzki nie uwzględnił tego, że materiał dowodowy, zebrany na przewodzie sądowym, w zupełności wystarcza do przyjęcia, iż oskarżeni dopuścili się zarzuconego im w akcie oskarżenia działania, przewidując i godząc się na jego skutek w postaci zagrażającego życiu ludzkiemu i mieniu zderzenia się samochodu z innym pojazdem.Rewizja oskarżonych zarzuca:1)obrazę nie wskazanego w rewizji przepisu prawa przez ograniczenie się do przesłuchania podanego przez Prokuraturę biegłego inżyniera O. i oddalenie wniosku oskarżonego o przesłuchanie drugiego biegłego w osobie emerytowanego majora S.,2)błędną ocenę okoliczności faktycznych, przyjętych za podstawę wyroku, w szczególności nieuwzględnienie, że:a)o zdolności oskarżonego Jana M. do należytego kierowania wszelkimi samochodami ciężarowymi świadczą rzeczywiste jego do tego kwalifikacje, uznane przez urząd wojewódzki wkrótce po wypadku omawianym w niniejszej sprawie, a nie okoliczność, że oskarżony w chwili tego wypadku nie posiadał stosownego prawa jazdy,b)w świetle całokształtu okoliczności ujawnionych na przewodzie sądowym uznać trzeba, że zderzenie należy przypisać wyłącznie przypadkowi.Uzasadnienie prawneSąd Najwyższy wyraził następujący pogląd prawny:Sprawa niniejsza zarówno w śledztwie, jak i na przewodzie sądowym (zwłaszcza w ekspertyzie biegłego), nie została wyjaśniona co do współwiny wszystkich kierowców, odpowiedzialnych za prowadzone przez siebie pojazdy, które uległy zderzeniu.Wypadki w ruchu kołowym nie zawsze są następstwem wyłącznej winy kierowcy, który bezpośrednio dokonał najechania. Niemniej często są one rezultatem winy innych kierowców prowadzących pojazdy kołowe lub osób znajdujących się na drodze.Toteż zadaniem śledztwa i sądu w każdym przypadku katastrofy w ruchu kołowym jest należyte ustalenie faktyczne: kto, jakim działaniem lub zaniechaniem i w jakim stopniu przyczynił się do spowodowania lub spowodował katastrofę.Wina osób, które ucierpiały wskutek katastrofy, posiada w procesie karnym znaczenie nie tylko dla określenia stopnia winy innych współsprawców zderzenia, lecz pociąga za sobą bezpośrednią odpowiedzialność karną winnych, niezależnie od tego, jakie skutki dla nich katastrofa spowodowała. Tak więc. np. w razie ustalenia, iż kierowca pojazdu mechanicznego lub konnego, który w wyniku najechania na prowadzony przez niego pojazd poniósł uszczerbek osobisty lub majątkowy, nie jest on wolny od odpowiedzialności karnej, jeżeli najechanie było rezultatem jego czynu zawinionego.To samo odnosi się do jakiejkolwiek osoby postronnej, której zawinione zachowanie się spowodowało katastrofę w ruchu kołowym (zderzenie, najechanie itp.); np. pasażer wyskakujący z tramwaju może być pociągnięty do odpowiedzialności karnej za spowodowanie wypadku w ruchu kołowym, jeżeli zmuszony przez jego czyn do raptownego zahamowania kierowca pojazdu, spowodowuje wypadek (zarzucenie, zderzenie itp.).W świetle powyższych rozważań istotną wadą postępowania dowodowego w niniejszej sprawie jest brak ustaleń dotyczących zachowania się wszystkich trzech kierowców pojazdów, które uległy zderzeniu.W sprawie ustalone są następujące dane:Wypadek miał miejsce w pierwszej dekadzie listopada około godz. 19 przy dżdżystej, pochmurnej pogodzie. Zdążający szosą samochód najechał na jadącą przed nim w tym samym kierunku furmankę, a następnie uderzył mijający go z przeciwnej strony samochód. Kierowca samochodu, oskarżony M., tłumaczył się, iż furmanki tej nie dostrzegł, ponieważ oślepiony został przez jadący naprzeciw niego samochód prowadzony przez świadka J.Z powyższego wynika, iż decydujące dla sprawy niniejszej znaczenie posiada kwestia oświetlenia wszystkich trzech uległych katastrofie pojazdów i operowania światłem przez mijające się samochody.Stosownie do obowiązujących przepisów i reguł zawodowych każdy z trzech pojazdów powinien posiadać oświetlenie. Brak jest w sprawie ustalenia Sądu, czy furmanka posiadała oświetlenie i jakie znaczenie faktyczne okoliczność ta posiadała dla spowodowania katastrofy.Każdy z kierowców miał obowiązek, po dostrzeżeniu na przeciw siebie mijającego samochodu, opuścić w dół światła reflektorów ("zblendować"). Zaniechanie tego obowiązku może pozostawać w bezpośrednim związku przyczynowym ze spowodowaniem katastrofy i uzasadniać samodzielną odpowiedzialność kierowcy za spowodowanie katastrofy w ruchu kołowym.W sprawie niniejszej okoliczność, czy świadek "zblendował" reflektor przed mijaniem, nie została należycie wyjaśniona (co mogłoby mieć wpływ na kwestię jego odpowiedzialności). Sąd odrzucił w tej materii wyjaśnienia oskarżonych K. i M., pominął zeznanie świadków Ł. S. i K., a wyjaśnieniom oskarżonych przeciwstawił opinię biegłego O. w wersji zaprotokołowanej na rozprawie.Opinia ta, że wyjaśnienia oskarżonych "nie wytrzymują krytyki", "gdyż, gdyby te światła były tak silne, że zdołałyby oskarżonych oślepić, to oskarżeni, w świetle tak silnych reflektorów, musieliby zobaczyć przed sobą furmankę dużo wcześniej, niż to podali (ok. 10 metrów)" - jest nielogiczna i przeczy normalnemu doświadczeniu życiowemu. "Oślepiony" blaskiem silnych reflektorów nie może "wcześniej widzieć" obiektów oświetlonych przez te reflektory, aż minie go źródło oślepienia. W tym dopiero momencie może on dostrzec obiekty oświetlone jego własnymi reflektorami, wtedy gdy światło silniejsze nie oślepia go, co może mieć miejsce bądź wówczas, gdy światło to jest bardzo oddalone, bądź gdy minęło oślepionego. Wyjaśnienia wymaga również trafność opinii biegłego, iż "kierowca Dżemsa postąpił zgodnie z przepisami hamując względnie zatrzymując wóz (...) nie skierowując go całkowicie na skraj szosy, gdyż wtedy Dżems mógłby być łatwo strącony do rowu siłą uderzenia Mercedesa". Opinia ta budzi zastrzeżenia logiczne. Zatrzymanie wozu na skraju szosy ma właśnie na celu uniknięcie grożącego zderzenia, a przeto nielogiczne jest wystawianie wozu na niebezpieczeństwo uderzenia po to, ażeby skutki tego uderzenia przez inny samochód były ewentualnie mniejsze (co także bynajmniej nie jest pewne).W tych warunkach nie można uznać za prawidłową opinii biegłego i krytycznie opartego na niej rozumowania Sądu, a zatem wniosek obrony oskarżonych o powołanie innego biegłego był uzasadniony.Nie oznacza to jednak braku winy oskarżonego M. Kierowca oślepiony i nie widzący przed sobą drogi ma obowiązek zatrzymania pojazdu na prawej krawędzi drogi do czasu, póki przeszkoda widoczności nie minie, lub też posuwać się z szybkością przystosowaną do pola swego widzenia. Naruszenie tego obowiązku oznacza godzenie się na spowodowanie najechania na wszystko, co się na drodze znajduje. Znaczenie może mieć tu okoliczność, czy prowadzący furmankę świadek S. wyposażył ją w oświetlenie sygnalizacyjne.Jak z powyższego wynika, sprawa niniejsza wymaga prawidłowego ustalenia winy oskarżonego M. na tle współwiny innych osób (lub jej braku, co jednak wymaga rozważenia sądu).Co do oskarżonego K., to rewizja jego słusznie kwestionuje jako przesłankę przypisanej mu winy to, iż powierzył on prowadzenie samochodu osobie nie posiadającej dostatecznych kwalifikacji. Ustalenie to pozostaje w sprzeczności z zeznaniami świadka C. i wyjaśnieniami oskarżonych.Nie budzi wątpliwości okoliczność, iż oskarżony M. był kierowcą uprawnionym do prowadzenia samochodów i w tym zawodzie pracował wraz z oskarżonym K. Nie budzi też wątpliwości, iż M. pojechał z K. właśnie po to, by osobiście, na polecenie zwierzchnika służbowego, doprowadzić 3-tonowy samochód (czego nie uczynił z przyczyn od siebie niezależnych). Istnieją wreszcie w sprawie dowody, iż przed wypadkiem instytucja zatrudniająca oskarżonych wystąpiła do władz o udzielenie oskarżonemu M. uprawnienia do prowadzenia samochodów ponad 11/2 tony, a po wypadku M. zezwolenie takie uzyskał.W tych warunkach obopólna zgoda oskarżonego K. i jego pomocnika, oskarżonego M., na prowadzenie samochodu 3-tonowego ma charakter wykroczenia przeciwko przepisom o ruchu kołowym i pociąga za sobą ewentualnie skutki w przepisach tych przewidziane za prowadzenie pojazdów na drogach publicznych bez należytych dokumentów. Oskarżony K. miał jednak podstawę do przypuszczenia, że M. posiada dostateczne kwalifikacje do prowadzenia powierzonego mu samochodu. Toteż nie ma zawinionego związku pomiędzy postępowaniem oskarżonego K. a katastrofą i w czynie tego oskarżonego nie ma znamion przestępstwa karnego.Wadliwe przypisanie winy oskarżonemu pozostaje w związku z przyjęciem przez Sąd opinii prawnej biegłego, która jest merytorycznie błędna z punktu widzenia prawa karnego, a formalnie - niedopuszczalna.Nie może stanowić uzasadnienia wniosku o powołanie biegłego to, iż "sprawa nastręcza dużo wątpliwości natury technicznej i prawnej od strony obowiązujących przepisów o ruchu pojazdów mechanicznych, które może sądowi wyjaśnić jedynie biegły".Wątpliwości natury prawnej sąd rozstrzyga bez opinii prawnej biegłego w sprawach automobilowych czy jakichkolwiek innych, a opinia biegłego, iż "w świetle obowiązujących przepisów oskarżony K. nie miał prawa oddać oskarżonemu M. kierownicy do prowadzenia wozu" (...) jest bez znaczenia dla rozstrzygnięcia przez sąd kwestii prawnej, objętej aktem oskarżenia. W okolicznościach jednak sprawy niniejszej brak jest uzasadnienia dla takiego ustalenia. Z tych względów oskarżonego K. należało uniewinnić.Co się tyczy rewizji Prokuratora - to podniesiony zarzut błędnej kwalifikacji prawnej czynu oskarżonego M. uznać na leży za trafny.Czyn przypisany oskarżonym wykracza poza ramy art. 242 § 1 i 286 § 1 k.k. i obejmuje stan faktyczny dalej idący, a mianowicie przewidziany w art. 215 k.k.W przestępstwie sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego (art. 215 k.k.) mogą, rzecz oczywista, tkwić elementy działania lub zaniechania wbrew obowiązkom na szkodę interesu publicznego (art. 286 k.k.) i elementy narażenia życia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo (art. 242 k.k.), lecz przestępstwo z art. 215 k.k. do tych elementów nie ogranicza się.Sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy samochodowej na szosie lub innych drogach publicznych mieści w sobie znamiona przestępstwa z art. 215 k.k., ponieważ w warunkach współczesnego rozwoju techniki komunikacja kołowa (nie torowa) jest tak dalece rozpowszechniona, a rzecz ta jest tak powszechnie znana, iż niezależnie od tego, czy katastrofie uległy w konkretnym przypadku pojazdy przeznaczone do zawodowego przewożenia pasażerów, czy inne - samo niebezpieczeństwo katastrofy na drodze, po której pojazdy takie stale i systematycznie poruszają się, wypełnia wszystkie przedmiotowe znamiona przestępstwa z art. 215 k.k.Toteż, gdyby na gruncie ustaleń faktycznych w sprawie niniejszej prawidłowe było ustalenie, iż jeden z oskarżonych spowodował prowadzenie na drodze publicznej samochodu przez innego oskarżonego, nie posiadającego potrzebnych do tego kwalifikacji zawodowych, a ten ostatni tego się podjął, stwarzając możliwość spowodowania katastrofy w nie dających się z góry przewidzieć warunkach - wówczas przestępstwo obu oskarżonych leżałoby w płaszczyźnie art. 215 k.k. i w razie ustalenia, że działali oni godząc się na sprowadzenie niebezpieczeństwa w komunikacji lądowej - przypisanie oskarżonym popełnienia przestępstwa z art. 215 k.k. byłoby prawidłowe. To samo oczywiście ma miejsce, jeśli osoba posiadająca kwalifikacje do prowadzenia pojazdu określonej kategorii na drogach publicznych, godzi się przez niedopełnienie swych obowiązków na możliwość katastrofy, stanowiącej w tych warunkach niebezpieczeństwo w komunikacji lądowej.Z zasad powyższych, Sąd Najwyższy orzekł jak w sentencji.

Powiązane orzeczenia

Powołane przepisy

art. 286 § 1art. 375art. 242 § 1 KKart. 215 § 1 KKart. 242 § 1art. 215 KKart. 286 KKart. 242 KK§ 1

Źródło: Baza Orzeczeń Sądu Najwyższego (sn.pl), pozyskano 24.07.2026.