IV KR 18/85

WyrokIzba Karna1985-02-08

Analiza orzeczenia

Sekcja wygenerowana przez AI na podstawie treści orzeczenia — nie stanowi cytatu.

Zagadnienie prawne
Czy działanie oskarżonego, który w obronie przed atakiem, użył noża i spowodował śmierć napastnika, można uznać za obronę konieczną, a jeśli tak, to czy nie przekroczył jej granic?
Ratio decidendi
Sąd Najwyższy uznał, że oskarżony działał w warunkach obrony koniecznej, ponieważ stan zagrożenia dla jego życia i zdrowia przerodził się w bezpośredni bezprawny zamach ze strony napastników. Sąd podkreślił, że pojęcie bezpośredniości zamachu nie ogranicza się jedynie do zadawania ciosów, ale obejmuje również sytuację, gdy napastnik, po krótkiej przerwie, zmierza do powtórzenia ataku z wysokim prawdopodobieństwem jego realizacji. Sąd uznał również, że oskarżony, biorąc pod uwagę jego wiek, doświadczenie życiowe i stan psychiczny, nie przekroczył granic obrony koniecznej, a przypadkowe trafienie w okolice serca nie było z góry zamierzone.
Stan faktyczny
Oskarżony Józef B. został oskarżony o spowodowanie śmierci Stanisława S. poprzez uderzenie go nożem w klatkę piersiową. Sąd Wojewódzki uznał go za winnego popełnienia przestępstwa z art. 155 § 1 pkt 2 k.k. w zw. z art. 157 § 2 k.k. i art. 10 § 2 k.k. Oskarżony i jego koledzy zostali zaatakowani przez grupę pijanych mężczyzn, w tym przez Stanisława S. Po pobiciu, gdy oskarżony podniósł się z ziemi, Stanisław S. zbliżył się do niego, a wówczas oskarżony zadał mu cios nożem. Następnie oskarżony został zaatakowany przez Adama D.
Rozstrzygnięcie
Sąd Najwyższy zmienił zaskarżony wyrok Sądu Wojewódzkiego w P. i na podstawie art. 22 § 1 k.k. uniewinnił oskarżonego Józefa B.

Pełny tekst orzeczenia

Skład orzekającyPrzewodniczący: sędzia M. Mizio (sprawozdawca). Sędziowie: S. Sokół, J. Tobera.Prokurator Prokuratury Generalnej: J. Słok.SentencjaSąd Najwyższy po rozpoznaniu w dniu 8 lutego 1985 r. sprawy Józefa B., oskarżonego z art. 157 § 2 k.k. w zw. z art. 155 § 1 pkt 2 k.k., z powodu rewizji wniesionej przez obrońcę oskarżonego od wyroku Sądu Wojewódzkiego w P. z dnia 20 września 1984 r.zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że na podstawie art. 22 § 1 k.k. oskarżonego uniewinnił (...).Uzasadnienie faktyczneSąd Wojewódzki w P. wyrokiem z dnia 20 września 1984 r. uznał oskarżonego Józefa B. za winnego tego, że w dniu 22 stycznia 1984 r. w O., w zamiarze spowodowania u pokrzywdzonego Stanisława S. obrażeń zazwyczaj zagrażających życiu, uderzył go nożem w okolicę klatki piersiowej, powodując przebicie prawej komory serca, przegrody międzykomorowej, komory lewej i ściany komory lewej serca na jej tylno-bocznej powierzchni, co w konsekwencji spowodowało śmierć pokrzywdzonego, tj. popełnienia przestępstwa określonego w art. 155 § 1 pkt 2 k.k. w zw. z art. 157 § 2 k.k. i w zw. z art. 10 § 2 k.k., i za to na podstawie art. 157 § 2 k.k. w zw. z art. 10 § 3 k.k. skazał go na karę 6 lat pozbawienia wolności.Wyrok ten zaskarżył obrońca oskarżonego.Uzasadnienie prawneSąd Najwyższy zważył, co następuje:Sformułowany w rewizji zarzut, że Sąd Wojewódzki niesłusznie uznał, iż oskarżony nie działał w obronie koniecznej, jest zasadny.Z przeprowadzonych w sprawie dowodów i ustalonych przez Sąd Wojewódzki faktów wynika, że stan zagrożenia dla oskarżonego powstał już w restauracji "Marysieńka", gdzie pijany Stanisław S. (około 2‰) był jednym z prowokatorów wywołujących sprzeczki, a oskarżony i jego koledzy zostali ostrzeżeni, że młodzi mężczyźni z O. chcą wywołać z nimi bójkę. Stopień tego zagrożenia był wówczas widocznie znaczny, skoro oskarżony i jego koledzy zdecydowali się zaraz opuścić restaurację, rezygnując z wypicia podanej im oraz zapłaconej już wódki i udali się na stację PKP. W pobliżu baru "Olszanka" zostali jednak zaatakowani przez grupę mężczyzn z O., doszło do bójki, w której oskarżony i jego kolega Edward R. nie uczestniczyli. Zostali natomiast zaczepieni i pobici przez Adama D. oraz Stanisława S. Najpierw upadł na ziemię Edward R., a następnie za oddalającym się oskarżonym pobiegli obaj napastnicy, pod ciosami których upadł on na ziemię i wówczas był kopany po całym ciele.A więc narastający stan zagrożenia przerodził się w bezpośredni bezprawny zamach na zdrowie oskarżonego i Edwarda R. Kiedy Adam D. i Stanisław S. przestali kopać oskarżonego i stanęli w odległości kilku metrów od niego, oskarżony podniósł się z ziemi, wyjął z kieszeni nóż rybacki i otworzył jego ostrze. Wówczas Stanisław S. zaczął zbliżać się do oskarżonego, a kiedy znalazł się w bezpośredniej bliskości, oskarżony wymierzył nożem cios, który trafił w lewą stronę klatki piersiowej, i Stanisław S. po tym ciosie upadł na ziemię. Wówczas oskarżonego zaatakował Adam D., po którego ciosach oskarżony upadł na ziemię i na chwilę stracił przytomność.W miejscu zdarzenia (zaplecze baru "Olszanka") leżał ubity śliski śnieg (protokół oględzin, wyjaśnienia oskarżonego).Adam D. - podobnie jak Stanisław S. - był pijany, gdyż bezpośrednio przed zajściem wypił wspólnie z dwoma innymi mężczyznami 1 litr wódki (co wynika z jego wyjaśnień).Oskarżony nie mógł uniknąć starcia ze Stanisławem S. przez odejście z tego miejsca, gdyż przed nim stali Adam D. i Stanisław S., a za nim był mur (wyjaśnienia oskarżonego).Na podstawie przedstawionych ustaleń faktycznych Sąd Wojewódzki doszedł do wniosku, że:1) nie istniało niebezpieczeństwo bezpośredniego zamachu na zdrowie lub życie oskarżonego,2) oskarżony Józef B. nie działał ani w warunkach obrony koniecznej, ani w warunkach przekroczenia granic obrony koniecznej,3) działanie oskarżonego nosiło znamiona typowego odwetu,4) wyjęcie noża przez oskarżonego było swoistą formą prowokacji.Konfrontując dokonaną przez Sąd Wojewódzki ocenę prawną z prawidłowo ustalonym stanem faktycznym sprawy, trzeba jednak stwierdzić, że jest to ocena nietrafna i sprzeczna z ustaleniami faktycznymi, a wyciągnięte z niej wnioski błędne. Ponadto Sąd Wojewódzki nie przedstawił w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku procesu myślowego (rozumowania), który doprowadził go do przekonania o nieistnieniu obrony koniecznej oraz o występowaniu "odwetu" i "prowokacji" ze strony oskarżonego Józefa B.W związku z tym należy wyjaśnić, że pojęcia bezpośredniości zamachu na dobro prawnie chronione nie można zawężać tylko do zadawania przez napastnika ciosów albo groóby zadania ciosu lub groźby użycia niebezpiecznego narzędzia, tj. do takiego bezprawnego działania, które już godzi fizycznie w napadniętego lub może to bezzwłocznie nastąpić.Bezpośredniość zamachu istnieje także wtedy, gdy po pierwszym ataku i krótkiej przerwie napastnik zmierza do powtórzenia ataku, a istnieje wysoki stopień prawdopodobieństwa, że zamiar swój zrealizuje natychmiast lub w najbliższej chwili (..).Uwagi te odnoszą się w pełni do sytuacji, w jakiej znalazł się Józef B.Był jednym z tych, na których grupa rozwydrzonych i pijanych młodych mieszkańców O. chciała dokonać samosądu. Przez dwóch z nich - Adama D. i Stanisława S. - został dotkliwie pobity, skoro od ich ciosów upadł na ziemię, po czym był jeszcze kopany. Był to oczywisty zamach na co najmniej zdrowie Józefa B. Miał więc podstawę do przekonania, że zbliżający się do niego Stanisław S. jest zdecydowany w najbliższej chwili zaatakować go ponownie, skoro nie zatrzymał się, mimo że widział w ręku Józefa B. nóż. Zaistniała więc konieczność obrony, a stopień zagrożenia wzrastał, gdyż w bardzo bliskiej odległości stał drugi napastnik - Adam D. Oskarżony zatem - dysponując nożem - użył go wobec Stanisława S.Ze względu na to, że Józef B. użył wyraźnie niebezpiecznego narzędzia i ugodził nim w ważne dla życia oraz zdrowia organy ciała, Sąd Najwyższy rozważał ewentualność przekroczenia przez oskarżonego granic obrony koniecznej. Mając na względzie te okoliczności, doszedł jednak do przekonania, że Józef B. granic obrony koniecznej nie przekroczył.Od oskarżonego, 18-letniego ucznia zasadniczej szkoły budowlanej, życiowo mało doświadczonego i w jakimś stopniu wzburzonego psychicznie po pobiciu go i trwającą w pobliżu bójką, nie można wymagać, żeby tak miarkował miejsce zadania nożem ciosu oraz siłę uderzenia, aby cios obezwładniał napastnika i jednocześnie nie zagroził jego życiu. Takie wymaganie byłoby ograniczeniem prawa do obrony, które państwo gwarantuje każdemu obywatelowi (art. 22 § 1 k.k.).Należy przy tym zwrócić uwagę na okoliczność, którą Sąd Wojewódzki zupełnie pominął. Oskarżony mianowicie wyjaśnił, że Stanisław S. bezpośrednio przed uderzeniem go nożem zatoczył się i zachwiał się. Jest to twierdzenie wiarygodne, jeżeli się zważy, że Stanisław S. był pijany i szedł po ubitym śliskim śniegu.W takim zaś wypadku jest w wysokim stopniu prawdopodobne, że zadanie ciosu akurat w okolice serca nie było przez oskarżonego z góry zamierzone, że sprawił to przypadkowy zbieg okoliczności. Ewentualność taka znajduje wsparcie także w tym, że biegli z zakresu medycyny sądowej nie byli w stanie precyzyjnie określić przypuszczalnego sposobu spowodowania rany klatki piersiowej i serca oraz nie wykluczyli "zatoczenia się" pokrzywdzonego. To wszystko dodatkowo przemawia przeciwko stawianiu oskarżonemu zarzutu, że zastosował sposób obrony niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu.Podsumowując rozważania dotyczące obrony koniecznej, celowe będzie przytoczenie tezy jednego z wyroków Sądu Najwyższego (OSNKW 1974, z. 4, poz. 61):"Napastnik, który przedsiębierze działanie stanowiące bezpośredni bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro społeczne lub jakiekolwiek dobro jednostki, musi sobie samemu przypisać winę za szkodę, jaką poniesie z rąk osób działających w obronie koniecznej. Stanowisko to jest wyrazem obowiązującego prawa stojącego na straży porządku i bezpieczeństwa publicznego, odpowiada społecznemu poczuciu sprawiedliwości oraz jest zgodne z zasadami etyki i moralności obowiązującej w PRL."Wydaje się, że wskazania dla aktualnego wymiaru sprawiedliwości wynikające z cytowanej tezy są tym cenniejsze, że naruszenie porządku prawnego przez nietrzeźwe i zdemoralizowane osoby jest zjawiskiem ciągle jeszcze zbyt częstym.W sprawie niniejszej nie zachodzi też dysproporcja, w szczególności rażąca, między dobrem prawnie chronionym a dobrem w toku obrony zaatakowanym. Oba dobra - to zdrowie i życie człowieka.Sąd Najwyższy nie podziela również poglądu Sądu Wojewódzkiego, że działanie Józefa B. było "typowym odwetem", a wyjęcie przez oskarżonego noża "swoistą formą prowokacji".O odwecie nie może być mowy przede wszystkim z tego powodu, że w całym zajściu Józef B. był wyłącznie stroną broniącą się przed atakami Stanisława S. i Adama D. Wyłącza to więc logiczną możliwość przyjęcia zemsty, mszczenia się, wynagrodzenia sobie doznanej krzywdy.Natomiast przyjęcie "swoistej prowokacji" wskazuje na błędne rozumienie pojęcia (określenia) "prowokacja". Prowokować bowiem - to umyślnie wywołać czyjąś reakcję, drażnić, wyzywać, wyzywająco zachowywać się.W sprawie brak jednak jakichkolwiek podstaw do przypisania Józefowi B. takich intencji. Wprost przeciwnie - wyjaśnił on, że liczył, iż po wyjęciu noża napastnicy przestaną go dalej atakować, i takie przypuszczenie oskarżonego jest całkowicie zrozumiałe.Z tych wszystkich względów Sąd Najwyższy orzekł jak na wstępie.

Powiązane orzeczenia

Powołane przepisy

art. 157 § 2 KKart. 155 § 1 pkt 2 KKart. 22 § 1 KKart. 10 § 2 KKart. 10 § 3 KK§ 2§ 1 pkt 2§ 1§ 3

Źródło: Baza Orzeczeń Sądu Najwyższego (sn.pl), pozyskano 14.07.2026.