Rw 139/68

PostanowienieIzba Cywilna1968-02-26

Analiza orzeczenia

Sekcja wygenerowana przez AI na podstawie treści orzeczenia — nie stanowi cytatu.

Zagadnienie prawne
Czy skazanie kierowcy za naruszenie przepisów ruchu drogowego, skutkujące śmiercią innej osoby, jest uzasadnione w sytuacji, gdy motocyklista, który zginął w wypadku, był nietrzeźwy i nie podjął działań w celu uniknięcia kolizji?
Ratio decidendi
Sąd Najwyższy uznał, że skazanie kierowcy za naruszenie przepisów ruchu drogowego, skutkujące śmiercią innej osoby, jest uzasadnione, nawet jeśli ofiara była nietrzeźwa i nie podjęła działań w celu uniknięcia wypadku. Kluczowe jest wykazanie umyślnej winy kierowcy w naruszeniu przepisów, co potwierdzają jego własne wyjaśnienia. Okoliczności dotyczące stanu nietrzeźwości denata czy miejsca wypadku nie podważają winy kierowcy, jeśli zostały już uwzględnione przy wymiarze kary.
Stan faktyczny
Eugeniusz P. prowadził samochód i w wyniku naruszenia przepisów ruchu drogowego, w tym nieustąpienia pierwszeństwa przejazdu na zwężonym odcinku drogi, doprowadził do zderzenia z motocyklem. Motocyklista, Henryk W., zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Benedykt W., jako dysponent samochodu, został uniewinniony od zarzutu niedopełnienia obowiązków. Prokurator i obrońca wnieśli skargi rewizyjne, kwestionując wyrok w obu częściach.
Rozstrzygnięcie
Sąd Najwyższy nie uwzględnił skarg rewizyjnych prokuratora i obrońcy, utrzymując w mocy wyrok Wojskowego Sądu Garnizonowego w N. z dnia 12 stycznia 1968 r. w sprawie Eugeniusza P. i Benedykta W.

Pełny tekst orzeczenia

Skład orzekającyPrzewodniczący: sędzia płk J. Drohomirecki (sprawozdawca).Sędziowie: ppłk H. Kostrzewa, ppłk E. Olczak.Prokurator: mjr E. Knap.SentencjaSąd Najwyższy rozpoznał na posiedzeniu niejawnym, na skutek skarg rewizyjnych prokuratora i obrońcy, sprawę: 1) Eugeniusza P., skazanego wyrokiem Wojskowego Sądu Garnizonowego w N. z dnia 12 stycznia 1968 r. za przestępstwo z art. 144 § 1 k.k.W.P. na karę 2 lat więzienia za to, że dnia 25 października 1967 r. około godz. 18 naruszył § 16 ust. 2 rozporządzenia Ministrów Komunikacji i Spraw Wewnętrznych z dnia 1 października 1962 r. w sprawie ruchu na drogach publicznych (Dz. U. Nr 61, poz. 295) w ten sposób, iż prowadząc powierzony mu samochód "Star-25 A", nie zastosował się do znaku nakazującego udzielenie pierwszeństwa przejazdu pojazdom nadjeżdżającym z przeciwka i mimo że ze strony przeciwnej zbliżał się motocykl prowadzony przez Henryka W., kontynuował jazdę po zwężonej szosie, w następstwie czego doszło do zderzenia obu pojazdów, przy czym motocyklista, który - będąc pijany - nie uczynił nic, by uniknąć wypadku, doznał ciężkich obrażeń ciała, w wyniku czego po upływie dwóch godzin zmarł w szpitalu, motocykl zaś i samochód uległy uszkodzeniu, przy czym koszt remontu pojazdu wojskowego wyniósł 832 zł, i 2) Benedykta W., uniewinnionego wyrokiem z dnia 12 stycznia 1968 r. od zarzutu popełnienia przestępstwa z art. 130 § 1 k.k.W.P. polegającego na tym, że dnia 25 października 1967 r. nie dopełnił obowiązków dysponenta samochodu ciężarowego "Star-25 A" przez to, iż nie czuwał nad zachowaniem przez kierowcę Eugeniusza P. należytej ostrożności jazdy, w wyniku czego kierowca nie dał pierwszeństwa przejazdu jadącemu motocyklem Henrykowi W., po czym oba pojazdy zderzyły się, a motocyklista w następstwie doznanych obrażeń ciała zmarł.Prokurator wnosi w swej skardze rewizyjnej o uchylenie wyroku w części dotyczącej Benedykta W. i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania na skutek uniewinnienia tego oskarżonego wbrew okolicznościom sprawy.Obrońca wnosi w swej skardze rewizyjnej o uchylenie wyroku w części dotyczącej Eugeniusza P. i o przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania na skutek naruszenia przepisów postępowania i skazania Eugeniusza P. wbrew okolicznościom sprawy.Sąd Najwyższy postanowił nie uwzględnić skarg rewizyjnych prokuratora i obrońcy, a wyrok Wojskowego Sądu Garnizonowego w N. z dnia 12 stycznia 1968 r. w sprawie Eugeniusza P. i Benedykta W. u t r z y m a ć w mocy.Uzasadnienie faktyczneSąd Najwyższy wyraził następujący pogląd:I. Co do skazanego Eugeniusza P.Podkreślić należy, że skazany przyznał się w toku rozprawy do winy, przy czym nie było to tylko formalne i gołosłowne oświadczenie, gdyż z podanego przez niego opisu wydarzeń wynika jasno, że naruszył on umyślnie przepisy jazdy i zasady bezpiecznego prowadzenia pojazdu mechanicznego. Skazany podał między innymi, co następuje:"W kierunku N. jechałem szosą poznańską. Na szosie tej było zwężenie jezdni, ponieważ po mojej prawej stronie, po której jechałem, na szosie ʼbyły prowadzone roboty drogowe. Jechałem wówczas z prędkością 50 km/godzinę. Przed rozpoczynającymi się robotami drogowymi były ustawione znaki ostrzegawcze. Stały one po prawej stronie szosy na niskich stojakach. Pierwszy znak ostrzegawczy oznaczał "zwężenie jezdni". Reszta znaków, a było ich trzy, wisiały na następnym stojaku w odległości od 2 do 2,5 metrów od pierwszego stojaka. Ten drugi stojak był wyższy od pierwszego i jak już powiedziałem, wisiały na nim trzy znaki drogowe. Znaki te zobaczyłem z odległości około 50 metrów. Przez roboty drogowe było zajęte około 2 metrów jezdni. Na pozostałej części szosy mogły się zmieścić swobodnie dwa samochody. W tym czasie na dworze było już ciemno i samochód swój prowadziłem przy światłach krótkich. Nie zachodziła potrzeba, bym włączał wówczas światła długie, gdyż widoczność miałem na odległość 200 metrów. Drogę oświetlały z tyłu lampy mostowe i dlatego widoczność miałem dobrą. Przeszkodę na szosie zauważyłem już z mostu, tj. z odległości około 150 metrów, a z odległości 50 metrów odczytałem znaki drogowe. Motocykl zobaczyłem, gdy dojeżdżałem do pryzmy piachu wysokiej na 1 metr. Po raz pierwszy zauważyłem motocykl może z odległości 1 km i zorientowałem się, że to jest pojazd, który ma jedno światło. Jechał on środkiem jezdni. Po chwili włączyłem długie światła, a wtedy zgasło światło motocykla, który nadjeżdżał. Byłem wtedy w odległości 40-50 metrów od znaków drogowych. Długie światła włączyłem na moment, by i kierowca motocykla zgasił światła długie, na których jechał, a następnie zaraz włączyłem światła krótkie. Kontynuowałem dalej jazdę. Na lewą stronę jezdni zjechałem w odległości 5-6 metrów od pierwszego znaku, a samochód prowadziłem z szybkością 40-45 km/godzinę. Przedtem jechałem prawą stroną szosy. Ponownie zauważyłem motocykl z odległości 5-6 metrów tuż przed moim samochodem, kiedy kierowca motocykla zapalił ponownie długie światła. Byłem wówczas od pryzmy piachu w odległości 0,5 metra. Motocykl w tym czasie jechał po lewej stronie szosy i zjeżdżał na swoją prawą stronę. Jak zobaczyłem motocykl, zacząłem hamować, ale on uderzył w samochód. Na skutek tego wybita została szyba kabiny po mojej stronie, a na mnie chlusnęła benzyna. Puściłem wtedy hamulec, a samochód pojechał trochę dalej. W tym czasie dysponent chyba nic do mnie nie mówił. Moja wina polegała na tym, że nie przestrzegałem znaków drogowych, a między innymi znaku zakazującego jazdy w tym miejscu z prędkością przekraczającą 20 km/godzinę. Tą trasą jeździłem ostatnio codziennie. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wjechałem ma zwężenie jezdni widząc, że z przeciwka nadjeżdża inny pojazd".Cytowane wyżej wyjaśnienia skazanego - przyznającego, że pomimo dobrej znajomości tej trasy i odpowiednich znanych mu znaków, między innymi pierwszeństwa przejazdu, wjechał z nadmierną szybkością na zwężenie jezdni, nie dając pierwszeństwa nadjeżdżającemu z przeciwnej strony motocykliście - stanowi najlepszą ilustrację umyślnej winy skazanego z art. 144 § 1 k.k.W.P., której nie są w stanie podważyć argumenty zawarte w skardze rewizyjnej obrońcy.Okoliczność, że denat znajdował się w stanie nietrzeźwości czy że jechał bliżej lub dalej swej prawej strony, uwzględnione już zresztą w dostatecznej mierze na korzyść skazanego Eugeniusza P. przy wymiarze kar jak również okoliczności dotyczące miejsca wypadku, nie mogą w tej sytuacji mieć znaczenia dla prawnej oceny winy skazanego.Wobec należytego wyjaśnienia sprawy brak jest podstaw do uchylenia wyroku w tej części i przekazania sprawy do ponownego rozpoznania.II. Co do oskarżonego Benedykta W.Oskarżony Benedykt W. był dysponentem samochodu i w związku z tym ciążyły na nim obowiązki określone zarządzeniem Ministra Obrony Narodowej Nr 25/MON z dnia 18 kwietnia 1961 r.Oskarżony Benedykt W. obowiązki te znał i sam na ten temat wyjaśnił, co następuje: "Prawa jazdy nie mam. Obowiązkiem moim jako dysponenta jest zwracanie uwagi na to, żeby kierowca nie był pijany i był wypoczęty, czuwanie nad ładownością pojazdu i nad przestrzeganiem dozwolonej szybkości oraz nad tym, by kierowca przestrzegał przepisów drogowych. Przeszkolenia w tym względzie nie przechodziłem, a zapoznano mnie tylko z zarządzeniem Nr 25/MON z dnia 18 kwietnia 1961 r. Motocykl zauważyłem z odległości 20 metrów od pryzmy piachu. Jechał on z podobną szybkością co my. Nie zorientowałem się, że oskarżony Benedykt P. narusza przepisy drogowe".Z powyższego wynika, że oskarżony nie zorientował się, iż kierowca narusza przepisy jazdy, w szczególności w zakresie szybkości jazdy.Oskarżony Benedykt W., na co zwrócić należy uwagę, nie był jednak kierowcą samochodowym i fachowcem w tej dziedzinie, a więc jego ingerencje w sprawę prawidłowego prowadzenia pojazdu mechanicznego przez kierowcę siłą rzeczy musiały być ograniczone jedynie do wyraźnych i rażących naruszeń zasad i przepisów bezpiecznej jazdy.Zachodzą wątpliwości co do tego, czy oskarżony Benedykt W. miał możność uznania szybkości jazdy skazanego w granicach około 50 km/godz. za szybkość oczywiście w danych warunkach niebezpieczną. W każdym razie oskarżony Benedykt W., wiedząc znaki drogowe przed zwężeniem jezdni (twierdzi, że dobrze ich nie znał) i motocykl nadjeżdżający z przeciwnej strony, nie pozostał bierny i zupełnie bezczynny jako dysponent, albowiem ze względu na dostrzeżone przeszkody zwrócił uwagę kierowcy słowem "uważaj". Nie kwestionuje tego nawet prokurator w swej skardze rewizyjnej. Bezpośrednio przed wypadkiem oskarżony Benedykt W. krzyknął również do kierowcy "hamuj".Instancja rewizyjna uważa, iż w danych warunkach, jeśli się uwzględni fakt, że dysponentem nie była osoba, która by z racji swego stanowiska służbowego czy też swych kwalifikacji lub zainteresowań znała dobrze i szczegółowo teoretyczne i praktyczne wymagania bezpiecznej jazdy, należy dojść do wniosku, iż w miarę swych możliwości Benedykt W., ostrzegając kierowcę w sposób wyżej podany, uczynił zadość podstawowemu swemu obowiązkowi dysponenta.Nie można wymagać od dysponenta samochodu, jeśli nie jest fachowcem w tej dziedzinie, by każdorazowo udzielał szczegółowych i trafnych instrukcji co do sposobu prowadzenia samochodu przez przeszkolonego i bezpośrednio odpowiedzialnego za prawidłową jazdę kierowcy. Wystarczy jedynie ze strony dysponenta ogólne ostrzeżenie kierowcy, który powinien je wziąć pod uwagę i sam już dostosować je w praktyce do sytuacji na jezdni oraz do zasad i przepisów, jakie go obowiązują w ruchu drogowym.Wychodząc z tych założeń, instancja rewizyjna nie podziela poglądu wyrażonego w skardze rewizyjnej prokuratora, że uniewinnienie Benedykta W. było bezzasadne.

Powiązane orzeczenia

Powołane przepisy

art. 144 § 1 KKart. 130 § 1 KK§ 1§ 16 ust. 2

Źródło: Baza Orzeczeń Sądu Najwyższego (sn.pl), pozyskano 21.07.2026.