Rw 39/69
PostanowienieIzba Cywilna1969-02-18
Analiza orzeczenia
Sekcja wygenerowana przez AI na podstawie treści orzeczenia — nie stanowi cytatu.
Zagadnienie prawne
Czy kierowca, który zatrzymał pojazd na przejeździe przez torowisko tramwajowe, wjeżdżając na jezdnię na odległość jednego kroku od linii krawężnika, naruszył przepisy o bezpieczeństwie ruchu drogowego, przyczyniając się do wypadku z motocyklistą?Ratio decidendi
Sąd Najwyższy uznał, że kierowca, który zatrzymał pojazd na przejeździe przez torowisko tramwajowe, wjeżdżając na jezdnię na odległość jednego kroku od linii krawężnika, nie naruszył przepisów o bezpieczeństwie ruchu drogowego ani nie przyczynił się do wypadku. W ocenie Sądu, motocyklista, będąc pod wpływem alkoholu i jadąc z nadmierną prędkością, ponosi wyłączną winę za spowodowanie zdarzenia.Stan faktyczny
W sprawie doszło do zderzenia samochodu osobowego kierowanego przez oskarżonego Leonarda N. z motocyklem kierowanym przez Leoncjusza K. Oskarżony zatrzymał swój pojazd na przejeździe przez torowisko tramwajowe, wjeżdżając na jezdnię na odległość około 2 metrów (według Sądu Okręgowego) lub jednego kroku (według obrony i opinii biegłego). W wyniku zderzenia motocyklista i jego pasażer doznali poważnych obrażeń nóg. Sąd Okręgowy skazał oskarżonego za naruszenie przepisów ruchu drogowego.Rozstrzygnięcie
Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie i umorzył postępowanie karne z braku dowodów winy oskarżonego.Pełny tekst orzeczenia
Skład orzekającyPrzewodniczący: płk Z. Wizelberg (sprawozdawca).Sędziowie: ppłk H. Kwaśny, płk J. Radwański.Prokurator: płk J. Michalczyk.SentencjaSąd Najwyższy rozpoznał na posiedzeniu niejawnym, na skutek skargi rewizyjnej wniesionej przez obrońcę od wyroku Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie z dnia 18 grudnia 1968 r., sprawę Leonarda N., skazanego z art. 144 § 1 k.k.W.P. na karę 1 roku więzienia za to, że 9 września 1968 r. w N., na skrzyżowaniu ulicy A. i ul. B., prowadząc powierzony mu samochód marki "Gaz-69", naruszył § 26 ust. 1 rozporządzenia Ministrów Komunikacji i Spraw Wewnętrznych z dnia 1 października 1962 r. w sprawie ruchu na drogach publicznych (Dz. U. Nr 61, poz. 295), ponieważ nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu motocykliście Leoncjuszowi K., nadjeżdżającemu z jego prawej strony jednokierunkową ulicą A., wobec wjechania na tę jezdnię na odległość około 2 metrów, w następstwie czego doprowadził do zderzenia się pojazdów, wskutek czego Leoncjusz K. i jego pasażer Stanisław G. doznali zmiażdżenia lewych nóg i każdemu z nich amputowano potem lewe podudzie, przy czym oba pojazdy zostały uszkodzone.Obrońca wnosi w skardze rewizyjnej o uchylenie powyższego wyroku i o uniewinnienie oskarżonego od powyższego zarzutu. Obrońca zarzuca skazanie Leonarda N. wbrew okolicznościom sprawy na skutek mylnej oceny dowodów, niesłusznego dania wiary świadkowi Bolesławowi W., niesłusznego odmówienia wiarygodności zeznaniom świadków Tadeusza M. i Tadeusza L. oraz niesłusznego nieuwzględnienia opinii biegłego Tadeusza B.Sąd Najwyższy, w uwzględnieniu skargi rewizyjnej obrońcy, postanowił uchylić wyrok Sądu Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie z dnia 18 grudnia 1968 r. w sprawie Leonarda N. i postępowanie karne w tej sprawie umorzyć z braku dowodów jego winy.Uzasadnienie faktyczneSąd Najwyższy wyraził następujący pogląd:W sprawie Leonarda N. brak jest dowodów, że oskarżony spowodował wypadek objęty sentencją wyroku lub chociażby przyczynił się do jego powstania.I. Jest rzeczą bezsporną - i tak też ustalił Sąd I instancji w zaskarżonym wyroku - że w chwili wypadku samochód prowadzony przez oskarżonego stał w miejscu i że oskarżony nie najechał swoim samochodem na motocyklistę, lecz że motocyklista najechał swoim motocyklem na samochód prowadzony przez oskarżonego.W świetle tego bezspornego - także w ramach ustaleń wyrokowych - faktu wydaje się w każdym razie nieścisłe zawarte w sentencji wyroku stwierdzenie, jakoby wina oskarżonego miała polegać na tym, że nie ustąpił on pierwszeństwa przejazdu motocykliście Leoncjuszowi K. Skoro oskarżony zatrzymał bieg swojego samochodu i stał w miejscu w czasie, gdy drogą przejeżdżał motocyklista, to nie ma podstaw do twierdzenia, że oskarżony nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu motocykliście. Niemniej jednak mogłaby być mowa o opóźnieniu w ustąpieniu pierwszeństwa.II. Sporne jest natomiast - i to było właśnie głównym przedmiotem rozważań Sądu I instancji - czy oskarżony nie spowodował wypadku przez to, że zatrzymał samochód w nieodpowiednim miejscu na środku drogi, którą przejeżdżał motocyklista, uniemożliwiając w ten sposób motocykliście ominięcie przeszkody.W tej zasadniczej kwestii Sąd I instancji - na podstawie wyników rozprawy - miał do wyboru trzy wersje umiejscowienia prowadzonego przez oskarżonego samochodu w czasie wypadku.Pierwszą wersję podał oskarżony Leonard N., który twierdził, że zatrzymał się na przejeździe przez torowisko tramwajowe w ten sposób, iż przód samochodu wystawał poza linię krawężnika torowiska zaledwie o 50 centymetrów, tak że zatrzymany przez oskarżonego samochód nie mógł stanowić żadnej przeszkody dla motocyklisty przejeżdżającego ulicą główną. Wersja podana przez oskarżonego została w aktach poglądowo przedstawiona przez sfotografowanie sytuacji drogowej opisanej przez oskarżonego i przez dołączenie do akt zdjęć fotograficznych.Drugą wersję umiejscowienia w chwili wypadku samochodu prowadzonego przez oskarżonego przedstawił świadek, który był w krytycznym dniu dysponentem tego samochodu. Według tej wersji samochód oskarżonego był wysunięty poza linię krawężnika na przejeździe przez torowisko tramwajowe o jakieś 80-100 cm. Zeznania świadka Tadeusza M. dotyczące tej okoliczności znajdują pełne poparcie w zeznaniach świadka Tadeusza L., z zawodu kierowcy taksówki, który obserwował zajście, siedząc w taksówce, z odległości 12-20 metrów. Świadek Tadeusz L., po okazaniu mu zdjęć fotograficznych przedstawiających 3 odmienne wersje usytuowania stojącego na przejeździe samochodu, oświadczył, że przód samochodu wystawał poza linię krawężnika torowiska na odległość 1 normalnego kroku i że samochód oskarżonego znajdował się w takim mniej więcej położeniu, jakie przedstawione jest na zdjęciach fotograficznych zamieszczonych na karcie 66 (odpowiada to zeznaniom świadka Tadeusza M.).Wreszcie trzecia wersja usytuowania samochodu w chwili wypadku podana została przez świadka Bolesława W., który w chwili wypadku znajdował się przy pobliskim kiosku "Ruchu", gdzie prowadził rozmowę telefoniczną, i z odległości około 15 metrów widział usytuowanie obu pojazdów mechanicznych już po zderzeniu. Według wersji podanej przez świadka Bolesława W. samochód, którego oskarżony był kierowcą, zajmował połowę szerokości jezdni, którą jechał motocyklista.Konfrontacja między autorami tych trzech odmiennych wersji usytuowania samochodu w czasie wypadku nie dała żadnych rezultatów, gdyż wymienieni podtrzymywali swoje zeznania.III. Spośród tych trzech wersji, w zasadzie decydujących o winie lub braku winy oskarżonego w spowodowaniu wypadku, Sąd I instancji wybrał wersję podaną przez świadka Bolesława W., najbardziej dla oskarżonego niekorzystną, i przyjął, że oskarżony wjechał samochodem na drogę, którą jechał motocyklista, aż na szerokość 2 metrów.Sąd I instancji uzasadnił tę swoją ocenę dowodów w sposób następujący:1)Świadek Bolesław W. jest osobą niezainteresowaną;2)świadek Bolesław W. obserwował usytuowanie stojącego samochodu z pozycji skośnej, co sprzyja prawidłowej ocenie odległości. Świadek L. usytuowany był na wprost samochodu oskarżonego, a świadek Tadeusz M. siedział w samochodzie, którego oskarżony był kierowcą, świadkowie więc Tadeusz L. i Tadeusz M. nie mieli tak dobrej możliwości czynienia spostrzeżeń co do odległości, na jaką wjechał oskarżony na drogę, co świadek Bolesław W.;3)świadkowie Tadeusz L. i Tadeusz M. podają tę odległość w centymetrach, co wskazuje na to, że zeznania ich są nieumiarkowane i "naciągnięte" na korzyść oskarżonego;4)jest mało prawdopodobne, żeby motocyklista jechał z dużą szybkością w odległości zaledwie 50 cm od krawężnika torowiska;5)odłamki szkła od reflektora zbitego w czasie zderzenia z motocyklem rozrzucone były po jezdni na odległość do 2 metrów od krawężnika torowiska, wobec czego przypuszczać należy, że na taką właśnie odległość od krawężnika wjechał oskarżony samochodem.IV. Wszystkie powyższe argumenty, które zdaniem Sądu I instancji przemawiają za przyjęciem wersji podanej przez świadka Bolesława W., nie są przekonywające, a to z przyczyn następujących:Ad 1). Nie tylko świadek Bolesław W. jest osobą niezainteresowaną w wyniku procesu, ale podobnie niezainteresowany jest także świadek Tadeusz M., człowiek 49-letni, który nie znał przedtem oskarżonego, a więc nie był z nim w jakikolwiek sposób związany, i który po raz pierwszy w życiu jechał z nim jako dysponent samochodu. Z racji zajmowanego stanowiska w wojsku Tadeusz M. chyba bardzo często jeździł samochodami i dobrze jest obeznany z zasadami ruchu.Co najmniej tak samo niezainteresowany jak świadek Bolesław W. jest także świadek Tadeusz L., kierowca taksówki, który z racji swojego zawodu jest chyba najbardziej powołany do szybkiej i bezbłędnej oceny sytuacji na jezdni. W żadnym więc razie nie można przeciwstawiać świadka Bolesława W. jako osoby niezainteresowanej świadkom Tadeuszowi M. i Tadeuszowi L. jako rzekomo zainteresowanym i dlatego nie ma żadnej podstawy do przyjęcia, że ci dwaj ostatnio wymienieni świadkowie chcą "naciągnąć" swoje zeznania na korzyść oskarżonego.Ad. 2). Świadek Tadeusz M. siedział w kabinie samochodu, którego oskarżony był kierowcą, i miał pełną możność stwierdzenia, w jakim punkcie - w stosunku do drogi głównej - oskarżony zatrzymał się na przejeździe przez torowisko. Twierdzenie, że z kabiny samochodu nie można dokładnie zobaczyć, w jakim miejscu w stosunku do prostopadłej drogi samochód się zatrzymał, nie zostało poprzedzone żadnym eksperymentem, a poza tym jest ono dowolne i nieprzekonywające w świetle codziennych doświadczeń życiowych.Równie dowolne i nieprzekonywające w świetle doświadczeń życiowych jest twierdzenie, jakoby świadek Tadeusz L. mógł ulec złudzeniu optycznemu, ponieważ obserwował usytuowanie się samochodu, którego oskarżony był kierowcą, z miejsca położonego o blisko 15 metrów na wprost od miejsca obserwacji. Przy tak małych odległościach nie występują złudzenia optyczne, a punkt obserwacyjny położony na wprost obserwowanego obiektu jest chyba bardzo dogodny do poczynienia właściwych spostrzeżeń, co - oczywiście - nie wyłącza tego, że także punkt obserwacyjny położony nieco ukośnie w stosunku do obserwowanego obiektu (miejsce, w którym znajdował się świadek Bolesław W.) też może być dogodnym miejscem obserwacji. W każdym razie nie ma podstaw do czynienia (na niekorzyść oskarżonego) różnicy w ocenie dogodności obserwacji z miejsca, w którym znajdował się świadek Bolesław W., a punkt obserwacyjny świadka Tadeusza M. wydaje się chyba najbardziej dogodny do czynienia bezbłędnych spostrzeżeń.Ad 3). Bez znaczenia jest to, że świadkowie Tadeusz M. i Tadeusz L. podają odległość, na jaką wjechał oskarżony samochodem w ulicę główną, w centymetrach. Przede wszystkim świadek Tadeusz L. przyjmuje za jednostkę miary nie tylko centymetry, ale także normalny krok ludzki, i podaje, że oskarżony wjechał na jezdnię na odległość normalnego kroku. Po wtóre świadkowie Tadeusz M. i Tadeusz L. posługują się w swoich zeznaniach zdjęciami fotograficznymi znajdującymi się w aktach na kartach 65-67, a więc omyłki w centymetrach w ogóle nie mogą być brane w rachubę. Po trzecie nie ma żadnego powodu, żeby świadkowie ci operowali - jako miarą długości - całym metrem, kiedy w rzeczywistości chodziło tu tylko, według ich spostrzeżeń, o centymetry. Operowanie więc centymetrami przez świadków Tadeusza M. i Tadeusza L. w niczym nie dezawuuje wiarygodności ich zeznań.Ad 4). Nie jest wcale - wbrew twierdzeniom zawartym w zaskarżonym wyroku - nieprawdopodobne czy też mało prawdopodobne, żeby motocyklista Leoncjusz K. jechał z dużą szybkością w odległości zaledwie pół metra od krawężnika torowiska.Przecież motocyklista ten był zupełnie pijany (około 2 promile alkoholu we krwi) i jeździł po mieście z "ogromną szybkością" (zeznania świadka Bolesława W.), określoną przez świadków na co najmniej 80 km/godz. Nie wiadomo więc, czy pijany kierowca, łamiący bezceremonialnie i ryzykancko przepisy o bezpieczeństwie ruchu na drogach, nie jechał właśnie w tych warunkach w jak najbliższej odległości od krawężnika torowiska.Ad 5). Jak uczy praktyka życia codziennego, odłamki rozbitego przy zderzeniu szkła reflektorowego nigdy nie leżą na tym miejscu, na którym reflektor został rozbity, lecz przy zderzeniu rozpryskują się one i rozsypują na pewną odległość od miejsca zderzenia. W zależności od siły i kierunku uderzenia w reflektor odległość, na jaką rozsypują się odłamki szkła, może wynosić kilka, a czasem nawet kilkanaście metrów od miejsca zderzenia. Z przewodu sądowego wynika, że uderzenie motocykla w reflektor samochodu było bardzo silne (motocykl odbił się od samochodu i niemal "leciał w powietrzu"). Ustalenie, jakoby usytuowanie odłamków szkła reflektora świadczyło o tym, że zderzenie nastąpiło w odległości 2 metrów od linii krawężnika, jest diametralnie sprzeczne z opinią biegłego Tadeusza B., który na podstawie miejsca znalezienia odłamków szkła wyciąga wniosek wprost przeciwny.V. Jak wynika z powyższej analizy argumentów przytoczonych przez Sąd I instancji dla uzasadnienia oparcia się na zeznaniach świadka Bolesława W. (co do odległości, na jaką wjechał oskarżony na jezdnię) i nieuwzględnienia odmiennych zeznań świadków Tadeusza M. i Tadeusza L. - nie było podstaw do przyjęcia najbardziej niekorzystnej dla oskarżonego wersji podanej przez świadka Bolesława W.Zeznania wszystkich trzech wymienionych świadków w równej mierze zasługują na wiarę, a ponieważ są one ze sobą sprzeczne i sprzeczności te, będąc wynikiem naturalnych różnic w spostrzeganiu dynamicznych zdarzeń w ruchu drogowym przez poszczególnych ludzi, nie dadzą się w żaden sposób usunąć, przeto należało w tych warunkach zastosować zasadę in dubio pro reo i przyjąć w ustaleniach wyrokowych korzystną dla oskarżonego wersję, tj. wersję podaną niemal zgodnie przez świadków Tadeusza M. i Tadeusza L. Świadkom tym nie można zarzucić żadnego zainteresowania wynikiem procesu karnego, natomiast zarówno ich kwalifikacje zawodowe, jak i miejsca, z których obserwowali zajście, przemawiają za słusznością ich spostrzeżeń, za ich pełną zgodnością z rzeczywistym przebiegiem wypadku, za wiarygodnością zeznań tych świadków.Materiał dowodowy zebrany na rozprawie pozwalał więc na ustalenie, że oskarżony Leonard N., przejeżdżając przez torowisko tramwajowe na skrzyżowaniu ulic A. i B. w N., wjechał na jezdnię, którą przejeżdżał motocyklista, tylko na odległość jednego kroku od linii krawężnika torowiska i tutaj się zatrzymał. Przyjęcie w wyroku, że Leonard N. wjechał na odległość 2 metrów od linii krawężnika torowiska nie znajduje oparcia w wynikach rozprawy i jest diametralnie sprzeczne z opinią biegłego, opartą na wnioskowaniu na podstawie miejsca znalezienia odłamków szkła.VI. Z kolei należy rozstrzygnąć zagadnienie, czy oskarżony Leonard N. przez wjechanie samochodem na odległość 1 kroku na jezdnię, którą przejeżdżał motocyklista, i przez zatrzymanie się w tym miejscu naruszył tym samym przepisy o bezpieczeństwie ruchu na drogach i czy "przyczynił się" do wypadku.W kwestii tej Sąd I instancji zasięgnął opinii biegłego do spraw techniki samochodowej Tadeusza B.Otóż biegły Tadeusz B. stanowczo i kategorycznie stwierdził na rozprawie, że oskarżony Leonard N. prowadził samochód zgodnie z przepisami, że zgodnie z przepisami i z zasadami praktyki prowadzenia samochodów dokonał skrętu w lewo i przejechał przez torowisko tramwajowe, a zatrzymanie się przezeń w odległości do 1 metra od krawężnika torowiska na jezdni, którą przejeżdżał motocyklista, nie zagrażało bezpieczeństwu ruchu i było całkowicie zgodne z zasadami praktyki stosowanymi przez wszystkich kierowców. Obowiązkiem motocyklisty było rozpoznać na czas powstałą na jezdni przeszkodę i ominąć ją, na co miał dostatecznie wiele wolnego miejsca i czasu. Motocyklista tego nie uczynił, ponieważ jechał z niedozwoloną w ruchu miejskim szybkością co najmniej 80 km/godz., ponieważ - wbrew przepisom - jechał lewą stroną jezdni blisko torowiska i ponieważ był pijany.VII. Oceniając opinię biegłego Tadeusza B., Sąd I instancji dopatrzył się zasadniczych sprzeczności między pisemną opinią złożoną przez tego biegłego w postępowaniu przygotowawczym a jego opinią złożoną ustnie na rozprawie.Mianowicie Sąd I instancji stwierdza w zaskarżonym wyroku: "Prawidłowo też ocenił ten wypadek z punktu widzenia przepisów o ruchu biegły Tadeusz B. w złożonej opinii podczas śledztwa i Sąd opinię tę podziela. Odrzuca zaś Sąd sugestie tego biegłego, jakie wysuwał on w czasie rozprawy, że jakoby oskarżony nie naruszył przepisów, wjeżdżając nawet około pół metra na jezdnię. Jeżeli w śledztwie biegły wskazywał przekonywająco przepisy, to na rozprawie mówił on przeważnie o praktyce kierowców. Skoro jednak praktyka ta nie odpowiada przepisom, sugestie biegłego są nie do przyjęcia".Sąd Najwyższy stwierdza, że w toku rozprawy Sąd I instancji nie wykazał biegłemu - w czasie jego przesłuchania - sprzeczności między jego opinią pisemną a ustną i nie zażądał od biegłego, żeby się wypowiedział, dlaczego w postępowaniu przygotowawczym wydał opinię stwierdzającą naruszenie przez oskarżonego przepisów o bezpieczeństwie ruchu na drogach, a w postępowaniu sądowym wydał opinię, iż oskarżony żadnych przepisów nie naruszył. Jeżeli istniały sprzeczności w opiniach tego samego biegłego, to należało je na rozprawie wyeksponować i następnie wyjaśnić, a w razie niemożności wyjaśnienia należało zasięgnąć opinii innego biegłego w myśl art. 81 k.w.p.k. Tego wszystkiego Sąd I instancji nie uczynił i dopiero w wyroku stwierdził, jakoby opinia ustna biegłego była sprzeczna z jego opinią pisemną złożoną w postępowaniu przygotowawczym.Wydaje się też, że opinia tego samego biegłego stanowi jedną całość. Ten, kto wydał opinię, ma prawo z uzasadnionych powodów także ją zmienić lub skorygować; decydująca jest ostateczna redakcja opinii tego samego biegłego. Nie można więc dać wiary jednej części opinii tego samego biegłego, a odmówić wiary drugiej, skorygowanej części tej opinii.W obecnym stadium sprawy pozostaje skonfrontować i przeanalizować zarówno pisemną, jak i ustną opinię biegłego dla stwierdzenia, czy opinie te rzeczywiście są ze sobą sprzeczne.VIII. Na rozprawie biegły Tadeusz B. oświadczył: "Opinię swoją złożoną do akt sprawy podtrzymuję. Błąd w wyjechaniu oskarżonego na jezdnię do 1 metra całkowicie go usprawiedliwia, albowiem w praktyce tak kierowcy postępują. Usytuowanie motocykla przed wypadkiem i po wypadku świadczy, że zderzenie się obydwu pojazdów nastąpiło w pobliżu torowiska. Również odłamki szkła z reflektora, które znajdowały się w odległości około 2 metrów od wysepki tramwajowej, świadczą, że samochód znajdował się w pobliżu krawężnika, a przód jego był wysunięty na jezdnię na odległość określoną przez oskarżonego, świadka Tadeusza L. i świadka Tadeusza M. (tj. najdalej na odległość 1 kroku od krawężnika - dop. SN) (...). Przy szerokości jezdni wynoszącej 6 metrów, po której jedzie tylko 1 motocyklista, wyjechanie samochodem na jezdnię na 1 metr czy nawet 1,5 m nie stanowi zagrożenia ruchu (podkr. SN). Przepisy w zasadzie nie regulują, na jaką odległość powinien się zatrzymać pojazd, a jeśli chodzi o praktykę, to oskarżony postąpił tak jak czynią to wszyscy kierowcy" (podkr. SN).Jeśli chodzi o opinię pisemną biegłego Tadeusza B., to w opinii tej biegły również powołuje się na zasady praktyki samochodowej i stwierdza, że "w tego rodzaju przypadkach skręcania pojazdem w lewo dopuszcza się (podkr. SN) wjechanie na część drugiej jezdni pod warunkiem, że nie spowoduje to zajechania drogi posiadającym pierwszeństwo przejazdu". Biegły dopatruje się wprawdzie możności uznania wjechania przez oskarżonego na jezdnię za "nieprawidłowość", ale tylko wtedy, gdyby się przyjęło, że oskarżony widział, iż motocyklista wbrew przepisom jedzie przy samym lewym krawężniku torowiska oraz gdyby miał również podstawy do oceny ogromnej szybkości", z jaką motocyklista - wbrew przepisom - jechał właśnie przy krawężniku torowiska zamiast po prawej stronie jezdni. Biegły zastrzega się jednak, że tego rodzaju "nieprawidłowość" nie miałaby groźnego charakteru dla prawidłowo jadącego motocyklisty.Jednakże już w odpowiedzi na pytanie 3 biegły Tadeusz B. całkowicie usprawiedliwia wyżej wskazaną możliwość "nieprawidłowości" jazdy ze strony oskarżonego Leonarda N. Stwierdza on bowiem, co następuje: "Podkreślić należy, że jazda motocyklisty blisko torowiska i blisko żywopołotu oraz fakt rozwijania szybkości znacznie większej, niż była tam dopuszczalna, mogły mieć ujemny wpływ dla oceny sytuacji przez Leonarda N. Znajdując się blisko torowiska i żywopłotu, a nie blisko prawego brzegu jezdni, stworzony był mniejszy kąt obserwacji motocyklisty. W takim wypadku kierowca Leonard N. obserwował motocyklistę prawie z przeciwka, co stwarzało trudność w ocenie szybkości jazdy motocyklisty i to mogło wpłynąć na opóźnienie chwili, w której nastąpiła ocena potrzeby zatrzymania się. Jadącego motocyklistę przy żywopłocie było trudniej spostrzec także dlatego, że nie było widać całej jego sylwetki, lecz tylko około połowy. Dopiero na ostatnim odcinku 40 metrów można było widzieć całą sylwetkę motocyklisty".W dalszym ciągu pisemnej opinii (odpowiedź na pkt 5) biegły Tadeusz B. stwierdził: "Motocyklista Leoncjusz K. z daleka mógł i powinien był widzieć zbliżający się z przeciwka i skręcający samochód. Postępując ostrożnie, był on obowiązany zmniejszyć szybkość jazdy i oddalić się od torowiska ku prawej stronie jezdni. Przy minimum uwagi i ostrożności (podkr. SN) ze strony motocyklisty Leoncjusza K. omawiany wypadek nie nastąpiłby. Mając na uwadze zeznania Leoncjusza K., nie można wyłączyć tego, że istotnie prowadził on motocykl prawą stroną jezdni, jednakże w czasie wypadku znalazł się na lewej stronie. Czyżby stracił panowanie? Przy uwzględnieniu stanu nietrzeźwości jest to bardzo prawdopodobne. Wspomnieć należy, że w danym miejscu znajdują się 2 przystanki tramwajowe, że jest skrzyżowanie i wzniesienie. Okoliczności te zobowiązywały motocyklistę do zachowania większej ostrożności i do zmniejszenia szybkości".Oceniając pisemną opinię biegłego Tadeusza B. w jej całokształcie (z uwzględnieniem cytowanych wyżej fragmentów wzajemnie się uzupełniających i zawierających kwintesencję opinii), nie można stwierdzić, żeby opinia ta była sprzeczna z opinią wydaną przez biegłego na rozprawie. Z obydwóch opinii wynika - jak się wydaje wyraźnie - że zdaniem biegłego Tadeusza B. wypadek spowodował wyłącznie motocyklista Leoncjusz K., który prowadził motocykl ulicami N. w stanie opilstwa z ogromną, niedozwoloną szybkością, jadąc po lewej stronie jezdni, nie zwracając uwagi ani na mokrą jezdnię, ani na przystanki tramwajowe, ani na skrzyżowanie ulic, ani na przejazdy przez torowisko, ani na wzniesienie terenu. Hipotetycznie tylko zaznaczone wątpliwości biegłego w jego odpowiedzi na pytanie w pisemnej opinii, które w odpowiedzi na dalsze pytania zostały rozwiane, nie mogą osłabić treści całości tej opinii i właściwej intencji ani też nie mogą świadczyć o jakichś zasadniczych sprzecznościach między opinią pisemną biegłego Tadeusza B. a późniejszą opinią złożoną przezeń na rozprawie. Obie opinie stwierdzają w zasadzie jedno i to samo.IX. Najważniejszą częścią opinii biegłego Tadeusza B. jest stwierdzenie przezeń, że istnieje w ruchu drogowym praktyka stosowana "przez wszystkich kierowców", iż przy dokonywaniu skrętu w lewo kierowcy wjeżdżają na odległość 1-1,5 metra na jezdnię, w którą skręcają, i że nie jest to praktyka sprzeczna z przepisami, ponieważ przepisy drogowe (§ 26) mówią jedynie o obowiązku ustąpienia pierwszeństwa pojazdom posiadającym to pierwszeństwo, ale nie mówią o tym, w jaki sposób należy pierwszeństwa ustąpić.Ustalenie istniejącej praktyki w ruchu drogowym przy pomocy opinii biegłego ma ogromnie ważne znaczenie w procesach o przestępstwa drogowe. Żadne bowiem choćby najszerzej rozbudowane i najbardziej kazuistycznie zredagowane przepisy, nie są w możności przewidzieć i objąć wszystkich sytuacji, jakie mogą zajść w ruchu drogowym. Specyfiką prawa drogowego jest to, że postępowanie kierowcy w ruchu drogowym regulują także ustalone zasady praktyki prowadzenia pojazdów, które jeszcze nie zostały ujęte w formę przepisów, ale które decydują o rozważnym i ostrożnym prowadzeniu pojazdu, decydują o tym, że kierowca zasługuje na miano "rozważnego kierowcy". Taki wniosek należy wyciągnąć z brzmienia art. 18 ust. 2 ustawy z dnia 27 listopada 1961 r. o bezpieczeństwie i porządku ruchu na drogach publicznych (Dz. U. Nr 53, poz. 295).Częste korzystanie przez organa ścigania oraz przez sądy z pomocy biegłych do spraw techniki samochodowej uzasadnione jest nie koniecznością ustalenia przez biegłego naruszonych przez sprawcę przepisów prawa drogowego (bo przepisy te są ogólnie dostępne, a interpretacja ich w zasadzie należy do sądu), ale między innymi właśnie tym, że są takie sprawy z dziedziny przepisów drogowych, w których trzeba ustalić, czy sprawca wypadku postępował zgodnie, czy też niezgodnie z ustalonymi zasadami prowadzenia pojazdu przez "rozważnego kierowcę", w których trzeba wyraźnie powiedzieć, jak w danej, konkretnej sytuacji postąpiłby "rozważny kierowca", aby uniknąć wypadku. Możliwość ustalenia takich niepisanych jeszcze zasad postępowania "rozważnego kierowcy" - bez pomocy biegłego - przekracza kompetencje sądu i m.in. biegły, który posiada dostateczny zasób wiadomości fachowych oraz dużą praktykę w ocenie licznych wypadków drogowych, może udzielić właściwej pomocy sądowi (z informacji biegłego Tadeusza B. wynika, że ma on bardzo dużą praktykę, ponieważ wydawał już opinie prawie w 3.000 spraw).Zasady postępowania "rozważnego kierowcy" mają dla rozstrzygnięcia konkretnych spraw karnych z dziedziny ruchu drogowego prawie ten sam walor co przepisy prawa drogowego (por. art. 18 ust. 2 cytowanej ustawy z dnia 27 listopada 1961 r.).Jeżeli więc prawo drogowe nie zawiera przepisów dotyczących sposobu ustąpienia pierwszeństwa przy dokonywaniu skrętu w lewo, a "rozważni kierowcy" w praktyce sposób taki wypracowali, jak to zostało stwierdzone opinią biegłego Tadeusza B., to zasady praktyki dotyczące sposobu ustąpienia pierwszeństwa przy skręcie w lewo powinny być honorowane także przez sądy karne.Warto na marginesie zwrócić uwagę na to, że np. w ruchu wielkomiejskim, zwłaszcza w godzinach szczytowych, wyjazd z bocznej ulicy na ulicę główną jest niekiedy bardzo utrudniony, a kierowcy wyjeżdżający z bocznych ulic, wyczekując na znalezienie odpowiedniego momentu dla dokonania skrętu w lewo, zmuszeni są "zdobywać" teren metr po metrze, aby nie przegapić momentu zdatnego do włączenia się do ruchu po głównej ulicy.Ustanowienie zakazu wysunięcia się pojazdu skręcającego w lewo na niewielką odległość w ulicę, w którą skręcają, stanowiłoby poważne utrudnienie sprawności ruchu. Dotychczas też zakazu takiego nie ustanowiono.Jadący główną ulicą, zwłaszcza w ruchu wielkomiejskim, nie jadą przecież na oślep i widzą przeszkodę w postaci lekko wysuniętego w przód samochodu wyjeżdżającego z bocznej ulicy, ominięcie zaś takiej przeszkody, jeżeli jadą z należytą ostrożnością, nie stanowi dla nich żadnego problemu. Wyjątek stanowią oczywiście tacy kierowcy jadący główną ulicą, którzy są pijani lub rozwijają ryzykancką, niedopuszczalną w ruchu miejskim szybkość. Jeżeli jednak tego rodzaju kierowcy spowodują wypadek przez zderzenie ze stojącym na skraju jezdni samochodem, to nie ma żadnych podstaw do tego, żeby później przerzucić winę za wypadek na kierowców, którzy żadnych przepisów nie naruszyli, którzy byli trzeźwi i postępowali zgodnie z zasadami praktyki "rozważnego kierowcy".X. Granicę tej rozsądnej praktyki kierowców, o której mówi biegły Tadeusz B., stanowi oczywiście zakaz zajechania drogi kierowcy jadącemu główną ulicą, czyli zbyt późne zatrzymanie się kierowcy skręcającego w lewo na skraju ulicy, w którą ma zamiar wjechać. Skoro jednak oskarżony Leonard N. nie miał możności oceny ogromnej szybkości, z jaką jechał główną ulicą motocyklista Leoncjusz K., skoro jest nawet możliwe, że Leoncjusz K. jechał najpierw prawą stroną drogi, a później - wskutek stanu opilstwa - zboczył na lewo pod samo torowisko, skoro następnie oskarżony miał podstawy do przypuszczenia, że motocyklista ten jedzie z szybkością normalną, dozwoloną w mieście i nakazaną warunkami (jazda na mokrej jezdni, zbliżanie się do skrzyżowania i przystanków tramwajowych oraz pokonywanie wzniesienia), i że nie jest on pijany - to przyjąć należy, że oskarżony Leonard N. w niczym nie zawinił, zatrzymując się na odległość 1 kroku poza linią krawężnika torowiska, gdyż kierując się normalnymi zasadami rozumowania, wolno mu było przypuszczać, że nie zajeżdża drogi motocykliście, że motocyklista - zgodnie ze swoim obowiązkiem obserwowania jezdni i otoczenia jezdni - widzi jego samochód ciężarowy o dużym gabarycie, przejeżdżający przez torowisko z prędkością zaledwie około 5 km/godz. (tyle wynosi prędkość poruszania się pieszego), i że z największą łatwością ominie on ten samochód, który zatrzymał się na jezdni na odległość 1 kroku od torowiska.Oskarżony miał prawo przypuszczać, że w ten sposób ustąpił we właściwym czasie i we właściwy sposób pierwszeństwa przejazdu motocykliście. Za wybryki pijanego motocyklisty i nieliczenie się przez tegoż z bezpieczeństwem ruchu miejskiego oraz z własnym życiem i zdrowiem oskarżony Leonard N. żadnej odpowiedzialności ponosić nie może, i to bez względu na tragiczne skutki tych wybryków.
Powiązane orzeczenia
- IV KK 602/21 2022-12-28Czy kierowca poruszający się z prędkością przekraczającą dopuszczalną administracyjnie, ale na drodze z pierwszeństwem przejazdu, ponosi odpowiedzialność karną za spowodowanie wypadku drogowego, jeśli pokrzywdzony wymusi…
- Rw 53/74 1974-02-19Czy kierowca prowadzący pojazd w stanie nietrzeźwości, który potrącił pieszego przechodzącego przez jezdnię w pobliżu przystanku autobusowego, może zostać uznany za niewinnego, jeśli sąd pierwszej instancji nie wyjaśnił…
- Rw 505/66 1966-07-07Czy kierowca, który spowodował wypadek drogowy najeżdżając na nieoświetlony dźwig, może uwolnić się od odpowiedzialności, powołując się na to, że obecność dźwigu stanowiła dla niego zaskoczenie i naruszenie zasad ruchu d…
- III K 714/56 1956-12-14Czy kierowca, który prowadził pojazd w stanie zamroczenia alkoholowego i nie panował nad sterem, co doprowadziło do potrącenia rowerzysty, może być uznany za winnego sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu drog…
- V K 310/61 1961-08-10Czy kierowca, który zjechał na lewą stronę jezdni i spowodował wypadek, może zostać uniewinniony od zarzutu nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym?
Powołane przepisy
art. 144 § 1 KKart. 81art. 18 ust. 2§ 1§ 26 ust. 1§ 26
Źródło: Baza Orzeczeń Sądu Najwyższego (sn.pl), pozyskano 13.07.2026.