I PR 254/63

WyrokIzba Cywilna1965-07-10

Analiza orzeczenia

Sekcja wygenerowana przez AI na podstawie treści orzeczenia — nie stanowi cytatu.

Zagadnienie prawne
Czy pracodawca ponosi odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną pracownikowi w wyniku wypadku lotniczego, jeśli wypadek ten nastąpił wskutek naruszenia obowiązków pracodawcy w zakresie ochrony życia i zdrowia pracownika, a pracownik w pewnym stopniu przyczynił się do powstania szkody?
Ratio decidendi
Pracodawca ponosi odpowiedzialność za szkody wyrządzone pracownikowi wskutek wypadku przy pracy, jeśli zdarzenia te nastąpiły wskutek naruszenia przez pracodawcę obowiązków wynikających z przepisów dotyczących ochrony życia i zdrowia pracowników, nawet jeśli pracownik w niewielkim stopniu przyczynił się do powstania szkody. W przypadku wypadku lotniczego, odpowiedzialność ta jest kształtowana przez szczególne przepisy, a nie przez ogólne regulacje prawa lotniczego dotyczące ograniczenia wysokości odszkodowania. Stopień przyczynienia się pracownika do szkody, jeśli jest nieznaczny (np. poniżej 10%), nie musi prowadzić do obniżenia zasądzonego odszkodowania, zwłaszcza gdy zwiększyły się potrzeby poszkodowanego.
Stan faktyczny
W wyniku wypadku lotniczego pilot Juliusz K. doznał ciężkich obrażeń ciała i całkowitej utraty zdolności do pracy. Powództwo o odszkodowanie wytoczył przeciwko Aeroklubowi PRL, wskazując na naruszenie obowiązków pracodawcy w zakresie przeszkolenia i bezpieczeństwa. Sąd Wojewódzki częściowo uwzględnił powództwo, zasądzając odszkodowanie i rentę. Zarówno powód, jak i pozwany wnieśli rewizje od wyroku.
Rozstrzygnięcie
Sąd Najwyższy oddalił obie rewizje, utrzymując w mocy wyrok Sądu Wojewódzkiego w części dotyczącej zasądzonego odszkodowania i renty.

Pełny tekst orzeczenia

Skład orzekającyPrzewodniczący: sędzia K. Wieruszewski. Sędziowie: J. Krzyżanowski, J. Knap (sprawozdawca).SentencjaSąd Najwyższy w sprawie z powództwa Juliusza K. przeciwko Aeroklubowi PRL w W. o odszkodowanie, na skutek rewizji obu stron od wyroku Sądu Wojewódzkiego dla m.st. Warszawy z dnia 20 marca 1965 r.,obie rewizje oddalił.Uzasadnienie faktyczneDnia 3.IX.1959 r. na lądowisku K., po starcie do akcji opylania, miał miejsce wypadek lotniczy, w którym samolot "Jak 12" M (rolniczy) został zniszczony, a pilot Juliusz K. odniósł ciężkie obrażenia ciała. W związku z całkowitą utratą zdolności do pracy powód K. wystąpił przeciwko Aeroklubowi PRL z żądaniem zasądzenia 43.901,10 zł tytułem wyrównania zarobków za czas od 4.III.1960 r. do 4.IX.1962 r., 200.000 zł zadośćuczynienia za cierpienia fizyczne i krzywdę moralną oraz po 1.463,37 zł miesięcznie jako stałej renty uzupełniającej, płatnej od dnia 4.IX.1962 r.Strona pozwana wnosiła o oddalenie powództwa.Sąd Wojewódzki wyrokiem z dnia 20 marca 1965 r. zasądził od Aeroklubu PRL na rzecz powoda z tytułu zaległych rat renty za czas do dnia 4 marca 1965 r. sumę 96.774 zł, kwotą 100.000 zł jako zadośćuczynienie i po 1.464 zł renty wyrównawczej, płatnej miesięcznie na przyszłość, poczynając od dnia 5 marca 1965 r.; w pozostałej części Sąd powództwo oddalił, a koszty procesu zniósł między stronami.Według ustaleń Sądu Wojewódzkiego powód, będąc zatrudniony w Aeroklubie w Ł. i w Centrum Wyszkolenia Lotniczego w N., otrzymał w dniu 3.IX.1959 r. polecenie dokonania lotu na opylanie. Po załadowaniu samolotu proszkiem w ilości 300 kg pilot dokonał rozbiegu. Następnie jednak samolot wzniósłszy się na wysokość około 80 m runął na ziemię. Obciążenie samolotu 300 kg proszku i 190 kg paliwa (120 litrów) spowodowało, że ciężar samolotu w czasie startu wyniósł 1.472 kg, a więc o 22 kg więcej od dopuszczalnego, co stanowi naruszenie § 271 Instrukcji o wykonaniu lotów z 1956 r. Samolot "Jak-12 M" miał blokowanie układu sterowania sterem wysokości w kabinie w odróżnieniu od samolotów, na których powód latał przed wypadkiem. Według "programu szkolenia samolotowego - 1958 r." powód powinien wykonać w czasie przeszkolenia na samolocie "Jak-12 M" - zgodnie z "zadaniem 16" - 14 lotów. Tymczasem powód miał na tym typie samolotu oblatanych tylko 5 godzin. Ponadto do wykonywania lotów na opylanie pilot powinien mieć na danym typie samolotu 200 godzin nalotu, natomiast powód miał tylko 50% nakazanej liczby lotów, jednakże ze względu na jego duży nalot byłoby to wystarczające, gdyby przed lotem krytycznym powód wykonywał starty i loty z pełnym obciążeniem samolotu i gdyby w zakresie opylania powód był przeszkolony.Ponadto również przyczyną katastrofy był start z zablokowanym układem sterowania sterem wysokości przez układ blokowania znajdujący się w kabinie samolotu, na co wskazuje urwanie ucha znajdującego się na drążku sterowym i zgięcie ramienia blokującego. Nieodblokowanie drążka przez pilota przed startem mogło nastąpić z powodu przeoczenia w wyniku słabych nawyków właściwego użytkowania samolotu tego typu. Było to w świetle cytowanych przepisów Instrukcji rażącym niedbalstwem uzasadniającym odpowiedzialność pozwanego na podstawie art. 24 ustawy emerytalnej. Istniejący układ blokowania na samolotach "Jak-12 M" okazał się w praktyce wysoce niebezpieczny, i z tego powodu miały miejsce - jak to ustalił biegły - katastrofy lotnicze pilotów poza granicami kraju. W związku z tym biuro konstrukcyjne samolotów "Jak-12 M" w ZSRR, jako licencjodawca, wydało biuletyn Nr 12 P.M./53-D na te samoloty o zmianie dotychczasowego układu sterowania na inny. Począwszy od wypadku quaestionis W.S.K.-Okęcie wyposaża samoloty "Jak" w zamieniony układ drążka sterowego.W zachowaniu się pilota nie było uchybień, które mogłyby się przyczynić do katastrofy , tak że całkowitą odpowiedzialność ponosi pozwany Aeroklub. Co się tyczy wysokości odszkodowania, to - jak wynika z akt rentowych - powód jest niezdolny do wykonywania jakiejkolwiek pracy. Jego średnie uposażenie miesięczne, obliczone jako przeciętne z okresu od 1.I.1959 r. do XII.1959 r., wynosiło 2.968,56 zł. Renta przyznana powodowi z dniem 4.III.1960 r. wynosi 1.505 zł miesięcznie. Natomiast z zaświadczenia Aeroklubu wynika, że powód od dnia wypadku do dnia 3.III.1960 r. otrzymywał miesięcznie 1.480 zł.Powód doznał obustronnego zaniku nerwów wzrokowych o charakterze zstępującym w wyniku ciężkiego urazu czaszki w czasie katastrofy. Upośledzenie sprawności narządu wzroku (ostrość 0,02 i 0,001 przy bardzo zwężonym polu widzenia) uniemożliwia powodowi samodzielne poruszanie się, należy więc kwalifikować je jako całkowitą ślepotę. Zmiany te są zdaniem biegłego okulisty nieodwracalne i nie ulegną poprawie nawet w wyniku leczenia, przeciwnie, wykazują jeszcze tendencję do pogarszania się, jako proces zaniku nerwów wzrokowych. Ponadto biegły neurolog stwierdził u powoda - jako następstwa katastrofy - eucefalopatię w dużym stopniu, zniesienie węchu, zniekształcenie lewego obojczyka oraz blizny na skórze głowy, twarzy, lewej kończynie górnej i prawej dolnej. Cierpienia fizyczne związane z urazami były bardzo duże i długotrwałe. Utrzymują się one w pewnym nasileniu również obecnie.Powód w następstwie wypadku jest całkowicie niezdolny do pracy oraz wymaga opieki osób trzecich. Kalectwo ma charakter trwały. W tym stanie rzeczy Sąd zasądził za okres od 3.IX.1959 r. do 3.III.1960 r., w którym to okresie powód otrzymywał po 1.480 zł miesięcznie, różnicę pomiędzy zarobkiem 2.969 a kwotą 1.480 = 1.486 zł miesięcznie, co za 6 miesięcy stanowi 8.934 zł, oraz za czas od 4.III.1960 r. do 4.III.1965 r. tytułem wyrównania po 1.464 zł miesięcznie (2969 - 1505 renta), czyli za 60 miesięcy 87.840 zł. Razem od 3.IX.1959 r. do 4.III.1965 r. Sąd zasądził 96.774 zł (8.934+87.840). Zasądzając kwotę z tytułu zadośćuczynienia za cierpienia fizyczne i krzywdę moralną, Sąd Wojewódzki wziął pod uwagę b. duże cierpienia powoda, długotrwałą kurację, którą ilustrują załączone historie choroby, młody wiek powoda, który rokował mu wiele szans życiowych, oraz świadomość krzywdy moralnej, której powód doznał, stając się z pełnego energii mężczyzny kaleką, trwale niezdolnym do żadnej pracy i wymagającym pomocy w sprawach codziennego życia. W rezultacie powód stracił możność wykonywania umiłowanego zawodu, doznając zarazem rozbicia życia rodzinnego. Sąd Wojewódzki, uwzględniwszy otrzymaną przez powoda kwotę z PZU, uznał za słuszne i adekwatne w stosunku do doznanej krzywdy i cierpień zasądzenie na podstawie art. 165 k.z. kwoty 100.000 zł.Wyrok powyższy został zaskarżony przez obie strony.Powód żądał jego zmiany przez uwzględnienie powództwa w całości z zasądzeniem na rzecz skarżącego kosztów procesu za obie instancje.Pozwany Aeroklub wniósł o uchylenie wyroku w części zasądzającej i o przekazanie sprawy w tym zakresie Sądowi pierwszej instancji do ponownego rozpoznania bądź też o zmianę orzeczenia w części zaskarżonej przez całkowite oddalenie powództwa.Uzasadnienie prawneSąd Najwyższy zważył, co następuje:Na wstępie wypada ustosunkować się pod adresem zarzutów zawartych w rewizji strony pozwanej, która kwestionuje powództwo przede wszystkim co do zasady.Zgodnie z brzmieniem art. 24 dekretu o powszechnym zaopatrzeniu emerytalnym pracowników i ich rodzin z 25.VI.1954 r. (Dz. U. z 1958 r. Nr 23, poz. 97) odpowiedzialność uspołecznionych zakładów pracy za szkody spowodowane chorobą, niezdolnością do pracy lub śmiercią ich pracowników zachodzi wówczas, gdy te wywołujące szkodę zdarzenia wyrządzone zostały wskutek naruszenia przez zakład pracy jego obowiązków wynikających z przepisów dotyczących ochrony życia i zdrowia pracowników. Występuje więc tu szczególnie ukształtowana podstawa, która w zakresie swego unormowania wyłącza stosowanie do stanów w niej przewidzianych zarówno podstaw, jak i zakresu odpowiedzialności uregulowanych w innych przepisach. Dlatego też do odpowiedzialności za skutki wypadku lotniczego będącego dla poszkodowanego wypadkiem w zatrudnieniu, nie odnosi się ograniczenie wysokości odszkodowania, o jakim mowa w art. 59 rozporządzenia Pr.Rz. z dnia 14 marca 1928 r. o prawie lotniczym (Dz. U. z 1935 r. Nr 69, poz. 437; obecnie art. 79 ust. 1 ustawy z dnia 31 maja 1962 r. Prawo lotnicze - Dz. U. Nr 32, poz. 153).Na tle tych zasad okazuje się bezpodstawny zarzut skarżącego, że Sąd Wojewódzki powinien był rozpatrywać roszczenie powoda na podstawie art. 59 prawa lotniczego z 1928 r. i że naruszył art. 24 dekretu z dnia 25.VI.1954 r. o p.z.e. pr. i ich rodzin przez niewłaściwe zastosowanie tego przepisu.Jak to wyjaśnił biegły, inż. Antoni M. - pilot K. powinien był zgodnie "z zadaniem 16" wykonać w czasie przeszkolenia na samolocie "Jak-12 M" łącznie 16 lotów kontrolnych i samodzielnych. W praktyce jednak w wypadku powoda, według niewadliwych ustaleń Sądu Wojewódzkiego, wymagany program przeszkolenia wykonany został zaledwie w 50%, albowiem ogólna liczba lotów w ramach "zadania 16" odbytych przez poszkodowanego wyniosła osiem (por. zeznanie instruktora Ryszarda W.). Więcej nawet: pilot K. nie wykonał ani jednego startu i lotu z pełnym obciążeniem samolotu, wskutek czego nie miał okazji wypróbowania w tych warunkach samolotu na reagowanie sterów wysokości z jednoczesnym użyciem klapki wyważającej.Instrukcja o wykonaniu lotów w lotnictwie sportowym stanowi w § 269, że uprawnionym do wykonywania lotów na opylanie i opryskiwanie terenu "może być tylko pilot, który wykonał ponad 200 godzin lotów samodzielnych na danym typie statku". Gdyby nawet abstrahować od tego bezwzględnego wymagania, ku czemu brak prawnej podstawy, to już w świetle poprzednio przytoczonych okoliczności ewidentny jest wniosek, że powód nie został poddany pełnemu i szczegółowemu programowi nakazanego przeszkolenia na danym typie samolotu i że tym samym nie mógł on być uznany za pilota wszechstronnie przygotowanego do akcji opylania i opryskiwania z samolotu "Jak-12 M". To zaś stwierdzenie równoznaczne jest z wykazaniem, że zatrudniający powoda Aeroklub PRL, zleciwszy poszkodowanemu samodzielny lot na opylanie, uchybił w poważny sposób swoim obowiązkom wynikającym z przepisów normujących kwestię ochrony życia i zdrowia pracowników. Winę pozwanego pogłębia jeszcze fakt, że "samolot Jak-12 M z punktu widzenia użytkowania go w powietrzu i na ziemi jest bardzo złożony" w porównaniu z samolotami, na których powód latał przed wypadkiem, w szczególności "istniejący układ blokowania drążka sterowego (steru wysokości) na samolotach Jak-12 M okazał się bardzo niebezpieczny" (wypowiedzi biegłego).W rezultacie nie da się również podzielić reprezentowanego w rewizji strony pozwanej poglądu, że Sąd Wojewódzki błędnie, z naruszeniem przepisów prawa materialnego i w sprzeczności z treścią zebranych w sprawie dowodów przyjął odpowiedzialność skarżącego Aeroklubu za skutki wypadku, jakiemu uległ powód.Natomiast trzeba się zgodzić ze zdaniem skarżącego Aeroklubu, że nieodblokowanie steru przed startem przedstawia się jako przejaw własnej nieostrożności powoda i w konsekwencji - jako w pewnej mierze przyczynienie się samego poszkodowanego do powstania szkody. Niemniej jednak zachowanie się powoda w tym względzie, stanowiące z jego strony przeoczenie, trafnie ocenił Sąd Wojewódzki jako wynik braku nabytych nawyków właściwego użytkowania samolotu, co z kolei wiąże się z omówionymi już niedostatkami w przeszkoleniu. W sumie stopień przyczynienia się powoda do nastąpienia szkody trzeba uznać za nieznaczny, bo nie przekraczający wysokości 10%.Pomimo tej wadliwości w uzasadnieniu wyroku, gdzie Sąd Wojewódzki wyłączył jakąkolwiek winę powoda, Sąd Najwyższy nie znalazł podstaw do stosownego obniżenia zasądzonego odszkodowania.Z powołanego przez powoda stanu faktycznego wynika, że w następstwie odniesionych obrażeń ciała jest on człowiekiem bezradnym, wymagającym opieki innej osoby, czyli że zwiększyły się jego potrzeby, to zaś powinno było znaleźć wyraz w stosownym podwyższeniu poszukiwanej przez poszkodowanego renty (art. 321 § 2 k.p.c.). Wzrost wydatków związanych ze stanem inwalidztwa pierwszej grupy wynosi z reguły o wiele więcej niż 150 zł miesięcznie. Tak więc nieuwzględnienie przez Sąd Wojewódzki tej okoliczności, wpływającej korzystnie na wysokość renty należnej poszkodowanemu, niwelował konieczność obniżenia jej stawki miesięcznej o 10%, czyli o 146 zł ze względu na przyczynienie się poszkodowanego do powstania szkody.Średnią zarobków powoda przed wypadkiem Sąd Wojewódzki ustalił z okresu rocznego, a więc z okresu dostatecznie reprezentatywnego dla wyrobienia sobie poglądu o rzeczywistej przeciętnej wynagrodzenia powoda z okresu przed 3.IX.1959 r. Nie jest więc przekonywające twierdzenie pozwanego, że brak było przesłanek do zasądzenia na rzecz powoda renty uzupełniającej w wysokości określonej przez Sąd Wojewódzki.Szczególnie dotkliwe następstwa wypadku, wnikliwie zresztą i należycie przez Sąd Wojewódzki omówione, uzasadniały konieczność przyznania pokrzywdzonemu zadośćuczynienia za cierpienia fizyczne i krzywdę moralną w wysokości zbliżonej do górnego limitu kwot, jakie z tego tytułu w podobnych wypadkach zasądzane są w praktyce sądów. Z tej też przyczyny przyznane powodowi zadośćuczynienie nie mogło być uznane za wygórowane przy wzięciu pod uwagę, że pokrzywdzony uzyskał znaczną sumę w związku z ubezpieczeniem oraz że w 1/10 przyczynił się do powstania szkody.Zarazem jednak nie można było zaakceptować stanowiska skarżącego powoda, który w rewizji swej zarzucił naruszenie art. 165 § 1 k.z. przez przyznanie mu zadośćuczynienia w kwocie za niskiej. W orzecznictwie sądowym bowiem stale przestrzega się ugruntowanej zasady, że odszkodowania typu nawiązek muszą być umiarkowane, jako z istoty swej przeznaczone na zaspokojenie potrzeb konsumpcyjnych w niedługim czasie. Oznaczona przez Sąd Wojewódzki kwota zadośćuczynienia respektuje tę regułę i uwzględnia w dopuszczalnym zakresie usprawiedliwiony interes pokrzywdzonego.Skoro więc wnioski z obydwu rewizji okazały się nieuzasadnione, to Sąd Najwyższy obie rewizje oddalił (art. 387 k.p.c.).Orzeczenie o kosztach procesu za instancję rewizyjną oparte jest na przepisie art. 100 k.p.c.

Powiązane orzeczenia

Powołane przepisy

art. 24art. 165art. 59art. 79 ust. 1art. 321 § 2 KPCart. 165 § 1art. 387 KPCart. 100 KPC§ 271§ 269§ 2§ 1

Źródło: Baza Orzeczeń Sądu Najwyższego (sn.pl), pozyskano 13.07.2026.