VI SA/Wa 410/19
WyrokWSA w Warszawie2019-06-12
Skład orzekający: Dorota Dziedzic-Chojnacka, Magdalena Maliszewska, Tomasz Sałek
Analiza orzeczenia
Sekcja wygenerowana przez AI na podstawie treści orzeczenia — nie stanowi cytatu.
Zagadnienie prawne
Czy Urząd Patentowy RP prawidłowo oddalił wniosek o unieważnienie prawa ochronnego na znak towarowy, uznając brak istotnego podobieństwa między znakiem spornym a znakiem wcześniejszym, co wyklucza ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd co do pochodzenia towarów?Ratio decidendi
Sąd uznał, że Urząd Patentowy RP prawidłowo oddalił wniosek o unieważnienie prawa ochronnego na znak towarowy. Pomimo częściowej identyczności i podobieństwa towarów, brak jest istotnego podobieństwa między spornym znakiem towarowym a znakiem wcześniejszym w płaszczyźnie wizualnej, fonetycznej i znaczeniowej. Dodatkowo, ze względu na specjalistyczny charakter towarów i podwyższony stopień uwagi odbiorców, nie istnieje ryzyko wprowadzenia w błąd co do pochodzenia towarów.Stan faktyczny
Skarżący złożył wniosek o unieważnienie prawa ochronnego na znak towarowy słowny "(...)" ze względu na jego podobieństwo do przysługującego mu unijnego znaku towarowego "(...)", twierdząc, że oba znaki są podobne, a towary, które oznaczają, są identyczne lub podobne, co może wprowadzać w błąd. Urząd Patentowy RP oddalił wniosek, uznając brak wystarczającego podobieństwa znaków i ryzyka wprowadzenia w błąd. Skarżący wniósł skargę do WSA w Warszawie, zarzucając naruszenie przepisów postępowania i prawa materialnego. WSA oddalił skargę.Rozstrzygnięcie
Oddalono skargę.Pełny tekst orzeczenia
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w składzie następującym: Przewodniczący Sędzia WSA Dorota Dziedzic-Chojnacka Sędziowie Sędzia WSA Magdalena Maliszewska Sędzia WSA Tomasz Sałek (spr.) Protokolant st. ref. Agnieszka Dzięcioł po rozpoznaniu na rozprawie w dniu 12 czerwca 2019 r. sprawy ze skargi [...], N. na decyzję Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej z dnia [...] czerwca 2017 r. nr Sp. [...] w przedmiocie oddalenia wniosku o unieważnienie prawa ochronnego na znak towarowy oddala skargę
"(...)","(...)", Niemcy (dalej też jako "skarżący" lub "wnioskodawca"), złożył w dniu 23 lutego 2017 r. do Urzędu Patentowego RP wniosek o unieważnienie prawa ochronnego na znak towarowy słowny "(...)"o numerze "(...)" (dalej też jako "znak sporny") udzielonego na rzecz "(...)"GmbH z siedzibą w "(...)", Niemcy (dalej też jako "uprawniony" lub "uczestnik"). Sporny znak towarowy służy do oznaczania niemetalowych materiałów budowlanych na pokrycia dachowe ujętych w klasie 19. Jako podstawę prawną swojego żądania wnioskodawca wskazał art. 132 ust. 2 pkt 2 ustawy z dnia 30 czerwca 2000 r. - Prawo własności przemysłowej (tekst jednolity Dz. U. z 2017 roku, poz. 776, dalej też jako "p.w.p."). Skarżący podniósł, że posiada prawa do unijnego znaku towarowego ""(...)" o numerze "(...)", który jest przeznaczony do oznaczania dachówek z gliny do dachów stromych ujętych w klasie 19. Wobec powyższego zarzucił, że sporny znak jest podobny w rozumieniu art. 132 ust. 2 pkt 2 p.w.p. do przysługującego mu znaku "(...)"Wnioskodawca ocenił podobieństwo towarów i stwierdził, że sygnowane znakami "(...)"" i "(...)"towary są identyczne, mają ten sam krąg odbiorców, kanały dystrybucji i reklamy. W zakresie podobieństwa samych oznaczeń wnioskodawca podniósł, że sporny znak "(...)"w całości inkorporuje wcześniejszy znak "(...)", wobec czego znaki te są łudząco podobne pod względem fonetycznym i wizualnym. Ponadto znaki te budzą te same skojarzenia, wobec czego są podobne koncepcyjnie. Wobec powyższego wnioskodawca stwierdził, że znaczne podobieństwo znaków towarowych oraz identyczność towarów powodują, że zachodzi ryzyko wprowadzenia odbiorców w błąd co do pochodzenia towarów.
Uprawniony z kolei wniósł o oddalenie wniosku skarżącego o unieważnienie spornego znaku, stwierdzając, że przeciwstawione sobie znaki "(...)"" i ""(...)" różnią się od siebie w stopniu pozwalającym na łatwe odróżnianie ich w obrocie. Znak sporny różni się od znaku wcześniejszego liczbą liter oraz odmiennym początkiem, wobec czego są one odmienne pod względem wizualnym i fonetycznym. Na płaszczyźnie znaczeniowej podobieństwo jest również wykluczone, ponieważ słowo "(...)"posiada określone znaczenie w kilku językach europejskich, zaś oznaczenie "(...)"" ma charakter fantazyjny. Uprawniony podkreślił, że odbiorcy skupiają większą uwagę na początku znaku. Analizując towary sygnowane przedmiotowymi znakami stwierdził, że można mówić o ich częściowej identyczności (w zakresie dachówek ceramicznych) oraz o podobieństwie w zakresie pozostałych materiałów na pokrycia dachowe. Zaznaczył, że oznaczane znakami "(...)"" i "(...)" materiały na pokrycia dachów są towarami o specjalistycznym znaczeniu, kupowanymi rzadko i drogimi. Nabywcami tego rodzaju produktów są osoby szczególnie uważne i dobrze zorientowane na temat producenta danego towaru oraz właściwości poszczególnych produktów. Znaczną część tych nabywców stanowią profesjonaliści, czyli dekarze oraz pracownicy budowlani, deweloperzy. Uprawniony wskazał, że słowo "(...)"jest bardzo popularnym członem znaków towarowych i występuje w kilkudziesięciu zarejestrowanych znakach towarowych Unii Europejskiej, które współistnieją ze sobą na rynku europejskim. Na ich tle sporny znak "(...)"posiadający dwie dodatkowe litery na początku i odmienne brzmienie, odróżnia się znacznie od znaku "(...)".
Na rozprawie przed organem w dniu 26 czerwca 2017 r. strony podtrzymały swoje dotychczasowe wnioski. Skarżąca zaakcentowała inkorporację w całości przysługującego jej znaku w znaku spornym, a uprawniony zaznaczył, że różnica w ilości liter, z których składają się porównywane znaki towarowe, pozwala odróżniać te znaki w warstwie fonetycznej i wizualnej. Znaki te, jego zdaniem, różnią się także w warstwie znaczeniowej, ponieważ słowo "(...)" oznacza wiwat (w języku angielskim, hiszpańskim i portugalskim), a słowo ""(...)"" jest fantazyjne. W odniesieniu do oceny podobieństwa towarów uprawniony stwierdził, że sporny znak towarowy ma szerszy zakres ochrony niż przeciwstawiany mu znak wnioskodawcy. Poza zakresem ochrony znaku wcześniejszego znajduje się szereg towarów objętych ochroną jak np. dachówki inne niż ceramiczne, czy pokrycia na dachy płaskie. Ponadto, zdaniem uprawnionego, kupno tego rodzaju towarów odbywa się przy udziale wykwalifikowanego sprzedawcy, a więc poziom uwagi jest znacznie wyższy niż w przypadku innych towarów. Znaczną część nabywców stanowią profesjonaliści monterzy, dekarze, deweloperzy dysponujący wiedzą co do produktów i producentów
tego rodzaju towarów, a takich odbiorców trudniej w prowadzić w błąd, nawet w przypadku potencjalnie podobnych oznaczeń. Uprawniony ponownie podkreślił, że "(...)" jest popularnym słowem, które funkcjonuje jako znak towarowy. Wnioskodawca stwierdził, że przeciwstawione znaki towarowe częściowo służą do oznaczania identycznych towarów, a w części towary te są podobne, co przyznał nawet uprawniony. Podkreślił nadto, że odbiorcami tego rodzaju towarów nie są wyłącznie profesjonaliści a w klasie 19 nie ma wielu znaków zawierających oznaczenie "(...)".
Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej decyzją z dnia "(...)" czerwca 2017 r. nr Sp. "(...)"oddalił wniosek o unieważnienie prawa ochronnego na znak towarowy "(...)" o numerze "(...)". Dokonując w pierwszej kolejności oceny podobieństwa towarów organ stwierdził, że sporny znak służy do oznaczania ujętych w klasie 19 niemetalowych materiałów budowlanych na pokrycia dachowe. Natomiast przeciwstawiony unijny znak towarowy "(...)"służy do oznaczania dachówek z gliny do dachów stromych ujętych w klasie 19. W ocenie UP RP porównywane w sprawie towary są w części identyczne. Nie ulega bowiem wątpliwości, iż użyte w wykazie spornego znaku określenie "materiały budowlane na pokrycia dachowe" dotyczy identycznych towarów jak wskazane w wykazie znaku wcześniejszego dachówki z gliny do dachów stromych, ponieważ dachówka oznacza "wyrób budowlany używany do wykonywania pokryć dachowych". W pozostałej zaś części towarów, a więc materiałów budowlanych służących do pokrycia dachów, które nie są dachówkami, organ stwierdził ich podobieństwo, które wynika z ich podobnego charakteru i przeznaczenia, zbliżonego kręgu odbiorców oraz kanałów dystrybucji. Zauważył, że podobieństwo w tym zakresie uznał także uprawniony.
Analizując z kolei porównywane znaki "(...)" i "(...)"Urząd Patentowy RP nie dopatrzył się takiego podobieństwa spornego znaku towarowego "(...)"do znaku przeciwstawionego "(...)"które mogłoby prowadzić, do następstw określonych w art. 132 ust. 2 pkt 2 p.w.p., tj. ryzyka wprowadzenia odbiorców w błąd. Organ stwierdził, że zarówno sporny znak towarowy "(...)"jak i przeciwstawiony znak wnioskodawcy "(...)"są słownymi znakami towarowymi, które w płaszczyźnie wizualnej składają się odpowiednio z sekwencji: sześciu liter ""(...)"w znaku spornym i czterech liter "(...)" w znaku wcześniejszym. W obu znakach występuje litera "V", która należy do alfabetu łacińskiego, a w języku polskim używana w zapożyczeniach z innych języków. Analizując znaki "(...)"i "(...)"organ zauważył, że zawierają one identyczne cztery litery (V, I, V, A), z tym że pierwsze dwie litery (T i E) znaku spornego są różne i występują tylko w znaku spornym. Zdaniem organu te dwie litery stanowią element, który zwiększa dystans między obydwoma znakami. Liter tych nie można pomijać w całościowej ocenie podobieństwa zarejestrowanych znaków towarowych, tym bardziej, że występują one na początku spornego znaku. Organ podkreślił, że powyższy element występuje tylko w znaku spornym, podczas gdy znak wcześniejszy nie posiada żadnych innych elementów poza członem "(...)". Dlatego też uznał, iż przeciętny odbiorca widząc sporne oznaczenie "(...)"dostrzeże różnice pomiędzy nim a znakiem wcześniejszym w postaci odmiennych dwóch pierwszych liter T i E. Powyższy człon spornego znaku powoduje, że znak ten wywiera odmienne ogólne wrażenie w warstwie wizualnej.
Odnośnie warstwy fonetycznej organ zauważył, że sporny znak jest trzysylabowy, a znak wnioskodawcy dwusylabowy, znak sporny rozpoczyna spółgłoska "T" spółgłoska przedniojęzykowozębowa, bezdźwięczna, twarda, a znak wcześniejszy głoska "V", która oznacza spółgłoskę wargową. Analizując elementy słowne "(...)"i ""(...)" stwierdził, że składają się one odpowiednio z sześciu i czterech liter oraz głosek, które oceniane, jako całość różnią się w warstwie fonetycznej w takim stopniu, że wywierają odmienne całościowe wrażenie. Oceniane elementy słowne mają identyczną w zapisie i brzmieniu środkową i końcową część "(...)"". Natomiast znaki te różni początkowy człon spornego znaku w postaci dodatkowych, odmiennych liter: "T" i "E" w znaku spornym. Oprócz odmiennego zapisu pierwszych liter spornego znaku "(...)" inne jest brzmienie całych słów, które należy odczytywać jako "(...)"" i ""(...)". Zgodnie z zasadami wymowy języka polskiego podział sylab w przedmiotowych znakach przedstawia się następująco: "(...)"" i ""(...)". W ocenie Urzędu polscy odbiorcy będą zatem wymawiać odpowiednio trzy i dwie sylaby w tych znakach, z tym, że pierwsza sylaba spornego znaku jest zupełnie odmienna i w ogóle nie występuje w znaku przeciwstawionym. Wobec powyższego rozpatrując całościowo przedmiotowe znaki stwierdził, iż nie zachodzi pomiędzy nimi podobieństwo w warstwie fonetycznej. Zdaniem organu również w przypadku analizy danych znaków pod względem fonetycznym istotną kwestię dla stwierdzenia braku ich podobieństwa odgrywa krąg odbiorców, specyfika towarów, które są sygnowane porównywanymi znakami towarowymi oraz okoliczność zarejestrowania na rzecz różnych podmiotów wielu innych znaków towarowych zawierających człon "(...)"
Dalej organ zauważył, że w warstwie znaczeniowej słowo "(...)"można przetłumaczyć jako "wiwat, niech żyje" (w języku angielskim, hiszpańskim), natomiast słowu "(...)"trudno przypisać konkretne znaczenie. Niemniej, zdaniem organu, oba słowa należy uznać za fantazyjne względem towarów, do oznaczania których służą, wobec czego niemożliwe jest ustalenie podobieństwa porównywanych znaków w warstwie znaczeniowej.
Analizując przedmiotowe znaki towarowe organ podkreślił, że wcześniejszy znak "(...)"jest oznaczeniem krótkim, a sporny znak "(...)" stanowi oznaczenie o średniej długości. Pomiędzy badanymi znakami towarowymi ""(...)" i "(...)"występuje różnica w postaci dwóch odmiennych liter "T" i "E" umieszczonych na samym początku spornego znaku. Tymczasem w przypadku znaków towarowych o średniej długości zazwyczaj wystarczy różnica w postaci dwóch różnych liter. Organ podkreślił, że w niniejszej sprawie nie budzi wątpliwości, że w obu porównywanych oznaczeniach występuje ten sam element słowny "(...)", który, jak twierdził wnioskodawca, został inkorporowany w znaku spornym. Niemniej, UP RP podzielił stanowisko uprawnionego, iż okoliczność ta nie może przesądzać o podobieństwie tych znaków, bowiem element ten jest powszechne stosowany w zakresie analizowanych towarów przez różne podmiot, co potwierdzają rejestracje innych znaków towarowych z członem "(...)"udzielone na rzecz różnych przedsiębiorców (wymienionych w decyzji). Powyższa okoliczność sprawia, w ocenie Urzędu, że element ten ma stosunkowo słaby charakter odróżniający.
Nadto, zdaniem organu, nie istnieje ryzyko wprowadzenia w błąd odbiorców co do źródła pochodzenia towarów oznaczanych znakami "(...)"i "(...)"ze względu na podwyższony stopień uwagi potencjalnych odbiorców. Nie są to bowiem towary nabywane w drobnych bieżących sprawach życia codziennego, lecz towary specjalistyczne, stosowane w budownictwie, których cena zakupu jest zazwyczaj stosunkowo wysoka, a ich nabywcami są profesjonaliści lub osoby prywatne, które jednak w tym zakresie korzystają z pomocy profesjonalistów, np. sprzedawców. Towary te są zatem niewątpliwie nabywane z namysłem po uwzględnieniu ich ilości. W takim wypadku wymagany jest wyższy stopień podobieństwa oznaczeń, żeby można było przyjąć zaistnienie ryzyka wprowadzenia w błąd. Taki stopień podobieństwa znaków towarowych w niniejszej sprawie zaś nie zachodzi.
W konsekwencji, w ocenie organu wykluczyć należy możliwość pomylenia przez odbiorców spornego znaku "(...)" z wcześniejszym znakiem "(...)"". Powyższe znaki towarowe są bowiem na tyle zróżnicowane, że klienci nie będą mieli problemów z ich identyfikacją i odróżnieniem.
Na decyzję Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej z dnia "(...)" czerwca 2017 r. nr "(...)","(...)", Niemcy, wniósł skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, zarzucając:
1. naruszenie przepisów postępowania, które mogło mieć istotny wpływ na wynik sprawy; t.j.:
1) art. 7, art. 77 § 1 oraz art. 107 § 3 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. - Kodeks postępowania administracyjnego (Dz.U. z 2018 r. poz. 2096, ze zm., dalej "k.p.a."), poprzez nierozpatrzenie przez Urząd Patentowy RP całości materiału dowodowego i niepodjęcie dostatecznych czynności niezbędnych do dokładnego wyjaśnienia sprawy, wyrażające się w szczególności w:
a) błędnej i niepełnej ocenie podobieństwa porównywanych znaków towarowych, bez uwzględnienia wszystkich okoliczności sprawy oraz całościowego podobieństwa na wszystkich płaszczyznach postrzegania, w szczególności podobieństwa wynikającego z faktu inkorporacji wcześniejszego słownego znaku towarowego;
b) arbitralnym i nieuzasadnionym przyjęciu, że znak towarowy [...], jest mało odróżniający dla towarów objętych ochroną, tj. dachówek z gliny do dachów stromych; co miało istotny wpływ na wynik sprawy, gdyż doprowadziło do wydania błędnego rozstrzygnięcia w oparciu o niewłaściwie ustalony stan faktyczny.
2) naruszenie art. 8, 10, 11 i art. 107 § 3 k.p.a., poprzez niewystarczające uzasadnienie zaskarżonej decyzji wyrażające się w szczególności w braku precyzyjnego wyjaśnienia motywów, jakimi kierował się Urząd Patentowy RP uznając, że porównywane słowne znaki towarowe nie są podobne na płaszczyźnie fonetycznej, ani wizualnej, pomimo tego, że sam stwierdził identyczność dwóch z trzech kolejnych sylab;
3) oparcie decyzji na okolicznościach, które nie zostały podniesione przez żadną ze stron w toku postępowania, co uniemożliwiło skarżącemu szczegółowe odniesienie się do tych okoliczności;
4) oparcie decyzji na okolicznościach ewidentnie przeczących przyjętym w decyzji faktom, mianowicie błędne przytoczenie okoliczności mających świadczyć o słabym charakterze odróżniającym słowa "(...)"w odniesieniu do pokryć dachowych.
2. naruszenie prawa materialnego, które miało wpływ na wynik sprawy, poprzez niezastosowanie przepisu art. 132 ust. 2 pkt 2 p.w.p. na skutek błędnej analizy przesłanki podobieństwa znaków towarowych i przesłanki ryzyka konfuzji, przy nieuwzględnieniu wszystkich okoliczności istotnych w sprawie;
W związku z powyższym skarżący wniósł o uchylenie w całości zaskarżonej decyzji Urzędu Patentowego RP z dnia "(...)" czerwca 2017 r. oraz zasądzenie zwrotu kosztów postępowania według norm przepisanych.
Zarówno organ w odpowiedzi na skargę, jak i uczestnik, reprezentowany na rozprawie w dniu 12 czerwca 2019 roku przez pełnomocnika, wnieśli o oddalenie skargi.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie zważył, co następuje:
Zgodnie z art. 1 ustawy z dnia 25 lipca 2002 r. - Prawo o ustroju sądów administracyjnych (tekst jednolity Dz. U. z 2018, poz. 2107 ze zm.) kontrola sądowa zaskarżonych decyzji, postanowień bądź innych aktów lub czynności wymienionych w art. 3 § 2 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (tekst jednolity Dz. U. z 2018 r., poz. 1392, dalej zwana: "p.p.s.a.") sprawowana jest na zasadzie kryterium zgodności z prawem.
W związku z tym, aby wyeliminować z obrotu prawnego akt wydany przez organ administracyjny konieczne jest stwierdzenie, że doszło w nim do naruszenia bądź prawa materialnego w stopniu mającym wpływ na wynik sprawy, bądź przepisów postępowania w stopniu mogącym mieć istotny wpływ na rozstrzygnięcie, albo też przepisu prawa dającego podstawę do wznowienia postępowania administracyjnego (art. 145 § 1 pkt 1 lit. a) – c) p.p.s.a.), a także, gdy decyzja lub postanowienie organu dotknięte są wadą nieważności (art. 145 § 1 pkt 2 p.p.s.a.).
Zdaniem Sądu żadna z wyżej wskazanych przesłanek nie zaszła w sprawie a zaskarżona decyzja Urzędu Patentowego RP z dnia "(...)" czerwca 2017 roku nr "(...)"nie narusza przepisów prawa.
W przedmiotowej sprawie Urząd Patentowy oddalił wniosek o unieważnienie spornego znaku słownego "(...)" uznając, że w sprawie nie występuje podobieństwo oznaczeń porównywanych znaków towarowych, skutkujące niebezpieczeństwem wprowadzenia nabywców w błąd co do pochodzenia towarów oznaczonych zgłoszonym znakiem towarowym oraz znakiem towarowym "(...)", z którym organ porównał zgłoszony znak towarowy, o którym mowa w art. 132 ust. 2 pkt 2 p.w.p.
Sam przepis art. 132 p.w.p., został co prawda uchylony z dniem 15 kwietnia 2016 r., na podstawie art. 1 pkt 11 ustawy z dnia 11 września 2015 r. o zmianie ustawy - Prawo własności przemysłowej (Dz. U. z 2015 r., poz. 1615). Jednakże zgodnie z art. 315 ust. 3 p.w.p., ustawowe warunki wymagane do uzyskania patentu, prawa ochronnego albo prawa z rejestracji ocenia się według przepisów obowiązujących w dniu zgłoszenia wynalazku, wzoru użytkowego, znaku towarowego albo topografii układów scalonych w Urzędzie Patentowym. Przedmiotowy znak towarowy został natomiast zgłoszony przed powyższą nowelizacją, w dniu 8 stycznia 2015 roku, zatem decyzja został wydana w oparciu o właściwą podstawę materialnoprawną.
Wskazać należy, iż zgodnie z art. 132 ust. 2 pkt 2 p.w.p. nie jest możliwe udzielenie prawa ochronnego na znaki towarowe, których używanie mogłoby wprowadzać potencjalnych odbiorców w błąd polegający w szczególności na skojarzeniu ze znakiem chronionym. Jak wskazał Naczelny Sąd Administracyjny (dalej: "NSA") w wyroku z 7 listopada 2017 r., sygn. akt II GSK 433/16 (orzeczenia sądów administracyjnych są dostępne w internetowej bazie orzeczeń na stronie NSA: orzeczenia.nsa.gov.pl), przepis art. 132 ust. 2 pkt 2 p.w.p. ma zastosowanie wówczas, gdy spełnione zostaną łącznie następujące przesłanki: podobieństwo lub identyczność znaków towarowych, podobieństwo lub identyczność towarów (usług), do oznaczania, których przeznaczone są dane znaki oraz istnienie ryzyka wprowadzenia odbiorców w błąd, co do źródła pochodzenia oznaczanych towarów. Przy czym w pierwszej kolejności badane jest podobieństwo towarów, dla których zarejestrowano kolidujące oznaczenia (p. wyroki NSA z 4 grudnia 2012 r., sygn. akt II GSK 1793/11 i z 9 września 2015 r., sygn. akt II GSK 1498/14).
Ponadto w orzecznictwie oraz doktrynie wskazuje się, iż ocena identyczności towarów (usług) powinna być dokonywana trójetapowo. Przede wszystkim trzeba ustalić wykaz towarów (usług) objętych znakiem wcześniejszym, a - wykaz towarów (usług) objętych znakiem późniejszym. Na końcu należy zestawić towary (usługi) objęte obydwoma znakami towarowymi. W przypadku ustalania istnienia (nieistnienia) podobieństwa towarów (usług) - poprawna metodyka badania kolizji znaków towarowych nakazuje odróżnić fazę oceny istnienia (nieistnienia) podobieństwa towarów oraz fazę oceny stopnia ich podobieństwa. Organ powinien najpierw określić, czy towary są podobne, a następnie, w razie stwierdzenia ich podobieństwa, określić stopień tego podobieństwa. Oddzielenie towarów (usług) podobnych od towarów (usług) niepodobnych ma zasadnicze znaczenie z punktu widzenia stosowania art. 132 ust. 2 pkt 2 p.w.p.. To czy znaki towarowe - sporny i przeciwstawiony (wcześniejszy) - są podobne, rozstrzyga się na podstawie kryterium niebezpieczeństwa wprowadzania w błąd odbiorców co do pochodzenia towarów (usług). Podkreślić jednak należy, że sama przynależność towarów (usług) do tej samej klasy klasyfikacji nicejskiej nie stanowi decydującego argumentu na rzecz uznania towarów (usług) za podobne, ponieważ klasyfikacja ta służy celom administracyjnym (w tym naliczaniu opłat) i per se nie stanowi przeszkody w potwierdzeniu braku podobieństwa towarów (usług) należących do tej samej klasy lub podobieństwa towarów (usług) należących do różnych klas. W praktyce jednak niejednokrotnie stanowi ważną "wskazówkę" (por: Skubisz R.: [w:] Prawo własności przemysłowej. Red. R. Skubisz, System Prawa Prywatnego, T. 14B, Warszawa 2012, s.680 i nast. i wskazana tam liter. przedmiotu oraz orzecznictwo).
W celu dokonania oceny podobieństwa towarów (usług) należy uwzględnić wszystkie istotne czynniki charakteryzujące wzajemny stosunek, w którym mogą one pozostawać. Czynniki te obejmują w szczególności charakter towarów lub usług, ich przeznaczenie, sposób używania, jak również to, czy te towary lub usługi konkurują ze sobą czy też się uzupełniają (vide wyroki Sądu z 4 listopada 2003 r. w sprawie "(...)" przeciwko "(...)" ("(...)"), pkt 32 oraz z 24 listopada 2005 r. w sprawie "(...)""(...)" przeciwko "(...)" – "(...)" ("(...)"), pkt 33). Inne czynniki, jak na przykład kanały dystrybucji danych towarów, mogą być także wzięte pod uwagę.
Natomiast przy porównywaniu znaków towarowych należy uwzględnić ogólne wrażenie, jakie porównywane znaki wywierają na odbiorcy, dla którego decydujące znaczenie mają elementy dominujące występujące w porównywanych znakach i jeżeli elementem dominującym są ich cechy wspólne, to podobieństwo stwarza ryzyko konfuzji w znaczeniu art. 132 ust. 2 pkt 2 p.w.p. (vide wyrok NSA z 25 maja 2017 r., sygn. akt II GSK 2512/15). Ponadto porównania należy dokonać poprzez analizę danych znaków towarowych postrzeganych każdy jako całość, co nie oznacza, że całościowe wrażenie pozostawione przez złożony znak towarowy w pamięci właściwego kręgu odbiorców nie może w niektórych przypadkach zostać zdominowane przez jeden lub kilka z jego składników (vide wyrok NSA z 22 marca 2017 r., sygn. akt II GSK 2506/15).
Zatem na gruncie przepisu art. 132 ust. 2 pkt 2 p.w.p., po stwierdzeniu podobieństwa towarów lub usług, ocena podobieństwa spornego znaku i znaku przeciwstawionego prowadzona jest w trzech płaszczyznach: wizualnej, fonetycznej i znaczeniowej, z uwzględnieniem ich dystynktywnych i dominujących elementów. Konsekwencją występującego podobieństwa oznaczeń i towarów jest bowiem niebezpieczeństwo wprowadzenia w błąd odbiorców co do pochodzenia towarów oznaczonych tymi znakami.
Przenosząc powyższe rozważania na grunt niniejszej sprawy należy wskazać, iż organ w pierwszej kolejności uznał, że zachodzi w części identyczność (co do dachówek z gliny do dachów stromych) a w części podobieństwo towarów, do oznaczania których przeznaczone są porównywane znaki.
Jednakże na podstawie przeprowadzonej analizy obu oznaczeń "(...)"" i "(...)"") organ stwierdził, iż same znaki są do siebie kolizyjnie niepodobne i nie występuje ryzyko wprowadzenia odbiorców towarów nimi sygnowanych w błąd co do ich pochodzenia.
W ocenie Sądu, analiza ta jest prawidłowa, gdyż o ile można stwierdzić w rozpoznawanej sprawie występowanie częściowo identycznych i częściowo podobnych towarów, to brak jest istotnego podobieństwa obu oznaczeń.
Sporny znak, co prawda, zawiera w całości znak mu przeciwstawiony, co jednakże, w ocenie Sądu nie oznacza, że znaki te wyłącznie z tego powodu są do siebie faktycznie podobne. Podkreślenia wymaga, że zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem, zarówno krajowym jak i wspólnotowym, punktem wyjścia przy ocenie podobieństwa przeciwstawionych znaków towarowych, w szczególności, w których poszczególne elementy są takie same lub podobne, jest całościowe wrażenie wywierane przez każde z dwóch oznaczeń (por. wyrok NSA z dnia 23 marca 2010 r.. z dnia 23 marca 2010 r.; LEX nr 596915). Nie ma więc, co do zasady, przeszkód do inkorporowania w znaku późniejszym elementów znanych we wcześniejszych znakach, o ile późniejszy znak zachowuje swój charakter odróżniający, nie wprowadzający w błąd nabywcy co do pochodzenia towarów oznaczanych tym znakiem. Pod tym też kątem Urząd Patentowy szczegółowo analizował przeciwstawione znaki towarowe, czyniąc to w oparciu o ustalone i wypracowane ogólne kryteria oceny podobieństwa znaków towarowych, a więc z uwzględnieniem całościowej oceny znaków, także uwzględniając kwestie elementów o dominującym i wyróżniającym charakterze na płaszczyźnie wizualnej, fonetycznej i znaczeniowej (konceptualnej), w konsekwencji odmawiając uznania za podobne omawianych znaków towarowych.
W przeprowadzonej przez Urząd Patentowy analizie badania przeciwstawionych znaków z punktu widzenia ich podobieństwa, nie można dopatrzyć się zasadności zarzutu naruszenia wskazanych w skardze przepisów prawa, która to skarga w rzeczy samej ogranicza się do polemiki z prawidłowo wyciągniętymi przez Urząd Patentowy wnioskami, wynikającymi z przeprowadzonej analizy dotyczącej kwestii podobieństwa znaków. Urząd Patentowy w oparciu o dowody przedstawione przez strony wyjaśnił stan faktyczny sprawy, tylko dokonał odmiennych ustaleń w tym zakresie niż chciałaby tego skarżąca.
Zgodzić należy się przy tym z konkluzją organu, do jakiej doszedł po zbadaniu przeciwstawionych znaków towarowych w warstwie fonetycznej, wizualnej i znaczeniowej, że nie są one podobne w takim stopniu, że w zwykłych warunkach obrotu gospodarczego używanie spornego znaku mogłoby wprowadzić odbiorców w błąd, co do pochodzenia oznaczanych nim towarów polegające w szczególności na skojarzeniu między znakami.
Zasadnie organ skonstatował, że znak "(...)" jest oznaczeniem krótkim, a sporny znak "(...)"stanowi oznaczenie o średniej długości, a w przypadku znaków towarowych słownych, które są krótkie, zazwyczaj wystarczy różnica w postaci jednej odmiennej litery, żeby rozróżnić tego rodzaju znaki, z kolei w przypadku znaków towarowych o średniej długości zazwyczaj wystarczy różnica w postaci dwóch różnych liter.
Istotnie w doktrynie utrwalony jest pogląd, że w znakach krótkich (do 5 liter włącznie) różnica jednej litery wyłącza podobieństwo, natomiast w znakach średniej długości (do 8 liter włącznie) podobieństwo wyłącza różnica dwóch liter. (M. Kępiński, ZNUJ 28/1982 str. 17-18). Niemniej wskazuje się przy tym również, że nie istnieje jednak bezwzględna zasada umożliwiająca negację kolizji znaków słownych określonej długości, przy wystąpieniu określonej liczby różnych liter, albowiem prawidłowość oceny warunkują zawsze okoliczności danego stanu faktycznego (zob. m.in. wyrok WSA w Warszawie z dnia 5 stycznia 2006 r., VI SA/Wa 1343/05).
W przedmiotowej sprawie różnica pomiędzy wspomnianymi znakami sprowadza się do dwóch odmiennych liter "T" i "E" umieszczonych na samym początku spornego znaku. A to właśnie początkowa część znaku ma szczególne znaczenie dla oceny podobieństwa znaku spornego ze znakiem mu przeciwstawionym, albowiem takie położenie jest najbardziej widoczne w znaku i dlatego przyciąga uwagę konsumenta w większym stopniu, niż pozostała część znaku (tak m.in. Sąd Pierwszej Instancji /w:/ wyrok z dnia 14 lipca 2005 r., "(...)","(...)"vs. "(...)" ["(...)"], Zb.Orz. 2005, s. II 2897, pkt 41). W konsekwencji, przyjmuje się, że - co do zasady - zbieżny początek znaków słownych stanowi silny argument za potwierdzeniem ich kolizji, natomiast ich różny początek świadczy przeciwko uznaniu kolizji. Dlatego też Sąd podziela stanowisko organu, że umieszczenie w spornym znaku na początku dwóch liter "T i E" (a tym samym całej pierwszej wyraźnie wymawianej sylaby: "TE"), istotnie wpływa na odbiór przeciwstawionych sobie oznaczeń, zarówno w warstwie wizualnej jak i fonetycznej, wyłączając ryzyko wprowadzenia odbiorców towarów nimi oznaczanych w błąd. Należy ponadto zgodzić się z organem, iż brak jest podobieństwa w warstwie znaczeniowej porównywalnych oznaczeń, ze względu na ich abstrakcyjne znaczenie dla polskiego odbiorcy. Reasumując, ww. znaki towarowe różnią się od siebie, gdyż brak jest istotnego ich podobieństwa w warstwie fonetycznej, wizualnej i znaczeniowej.
Odnosząc się następnie do kwestii możliwości wprowadzenia w błąd nabywców towarów ze znaku spornego oraz znaków przeciwstawionych wskazać trzeba, iż Urząd Patentowy przy ocenie podobieństwa towarów wziął pod uwagę warunki obrotu tj. przeznaczenie towarów, krąg odbiorców, czy sposób sprzedaży towarów, które należy uznać za obiektywne. Zdaniem Sądu, nie ulega wątpliwości, że towary, do oznaczania których został zgłoszony sporny znak towarowy, a więc niemetalowe materiały na pokrycia dachowe, są nabywane przez osoby bardzo dobrze poinformowane, ze względu na ich specjalistyczne zastosowanie, wymagające fachowej wiedzy i umiejętności, w związku z czym nie stanowią towarów powszechnego użytku. Nie można uznać, aby w grupie fachowców zajmujących się zarówno obrotem, jak i wykonawstwem pokryć dachowych, mogło powstać jakiekolwiek uzasadnione ryzyko wprowadzenia w błąd, w przypadku oznaczeń używanych przez skarżącego i uczestnika w zakresie podobnych towarów, co do źródła ich pochodzenia. Nie zmienia tego argumentacja skargi wskazująca na nieprofesjonalistów nabywających różne elementy pokryć dachowych. Słusznie bowiem organ zauważył, że osoby prywatne, w tym zakresie korzystają z pomocy profesjonalistów, np. sprzedawców. Oczywistym jest, że w przypadku tego typu towarów, nabywanych z zasady celem wieloletniego ich użytkowania, kluczową rolę odgrywa nie tylko cena, ale i jakość, a ta wiązana jest przede wszystkim z konkretnym producentem. Zasadnie zatem organ wskazał, że zakup tych towarów wymaga daleko idącego namysłu a w takim przypadku, zaistnienie ryzyka wprowadzenia w błąd poprzez oznaczenie towarów wymagałoby bardzo wysokiego stopnia podobieństwa znaków towarowych a o takim nie ma mowy w realiach niniejszej sprawy. Nie można tu bowiem zapominać o modelu przeciętnego odbiorcy, ukształtowanym w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który stanowi osobę dobrze poinformowaną, należycie uważną i ostrożną (zob. wyroki z 22 czerwca 1999 r., sygn. akt C-342/97, z 16 lipca 1998 r., sygn. akt C-210/96 z 12 lutego 2004 r., sygn. akt C-218/01). Z powyższych względów Sąd nie dopatrzył się w rozpoznawanej sprawie naruszenia przepisu art. 132 ust. 2 pkt 2 p.w.p., zarówno w jego wykładni jak i zastosowaniu.
Reasumując powyższe rozważania, w ocenie Sądu, przy wydaniu zaskarżonej decyzji organ uwzględnił wszelkie rygory procedury administracyjnej, określające jego obowiązki w zakresie sposobu przeprowadzenia postępowania, a następnie końcowego rozstrzygnięcia sprawy. Organ zebrał w sposób wyczerpujący i ocenił cały materiał dowodowy (art. 7, art. 77 § 1 i art. 80 k.p.a.), ustosunkował się do wszystkich twierdzeń strony, a także wystarczająco uzasadnił swoje rozstrzygnięcie.
Biorąc wszystkie powyższe względy pod uwagę, Sąd stanął na stanowisku, że Urząd Patentowy RP zarówno nie dopuścił się naruszenia przepisów prawa materialnego, w stopniu mającym wpływ na wynik sprawy, jak i nie uchybił przepisom postępowania w stopniu mogącym mieć istotny wpływ na wynik sprawy.
Wobec niezasadności zarzutów skargi oraz niestwierdzenia przez Sąd z urzędu tego rodzaju uchybień, które mogłyby mieć wpływ na treść rozstrzygnięcia, które Sąd ma obowiązek badać z urzędu - skargę należało oddalić.
Z tych względów Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, na podstawie art. 151 ustawy - Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, orzekł jak w sentencji.
Źródło: Centralna Baza Orzeczeń Sądów Administracyjnych (orzeczenia.nsa.gov.pl), pozyskano 27.07.2026. · Źródło